niedziela, 27 listopada 2016

#20 Anders Morderca i przyjaciele oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół - Jonas Jonasson


Tytuł: Anders Morderca i przyjaciele oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół
Autor: Jonas Jonasson
Gatunek: literatura współczesna
Wydawnictwo: W.A.B.







Anders Morderca – osoba o takim pseudonimie raczej nie jest zagadką. Mężczyzna rzeczywiście ma na swoim koncie kilka zabójstw – głównie na zlecenie, ale też jest winny kilku połamanych kończyn czy innych uszkodzeń ciała. W kryminalnym świecie nie ma bandziora, który by o nim nie usłyszał. Andersowi z taką sławą nie żyje się źle i pewnie nic by się nie zmieniło, gdyby nie spotkał na swojej drodze pastor Joanny (swoją drogą – niewierzącej) oraz nieco pesymistycznego recepcjonisty Pera. Jaki wpływ mogli mieć ci dwoje na dalsze losy Andersa?

Kto zna książki szwedzkiego pisarza Jonasa Jonassona, ten nie będzie zaskoczony formą, w jaki została napisana ta pozycja. Tym razem autor również poznaje nas z bohaterami niestandardowymi, ale nie niemożliwymi do spotkania w realnym świecie, a stawia ich w równie zbyt przypadkowych sytuacjach. W obu przypadkach – choć postaci i wydarzenia są mocno naciągane, mogłyby mieć miejsce w rzeczywistości. I gdyby miały, na pewno byłoby o nich głośno we wszystkich mediach!

Zwolennicy dialogów w książkach, znajdą ich w „Andersie Mordercy...” tyle co na lekarstwo. Jonas Jonasson chyba nie przepada za pisaniem ich, ponieważ żadna z jego powieści nie jest w nie obfita, a gdy już się trafią, to maksymalnie zajmują trzy linijki. Pomimo braku tej formy, która „przyspiesza” czytelnikowi czytanie, autor potrafi napędzić fabułę w taki sposób, że odbiorca przemyka przez nią tak samo szybko, a dodatkowo będzie miał wrażenie, jakby znajdował się w samym centrum wydarzeń, ramię w ramię z postaciami.

Czytelnik w czasie lektury niejednokrotnie puknie się w czoło, czytając o perypetiach bohaterów, ale jednocześnie z uśmiechem przyjmie nieprzeciętną treść. „Anders Morderca i przyjaciele oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół” na pewno jest pozycją, przy której czas szybko minie. Nie jest to książka zapadająca w pamięć na długo, ale potraktuję to jako jej atut – będzie można do niej wracać, aby odpocząć od biegu realnego świata i zaangażować się w ten szwedzki, i chociaż kryminalny, to o wiele bardziej sympatyczny.

Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 
 

środa, 16 listopada 2016

#19 Świt, który nie nadejdzie - Remigiusz Mróz


Tytuł: Świt, który nie nadejdzie
Autor: Remigiusz Mróz
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Wydawnictwo: Czwarta Strona








Ernest Wilmański jest byłym pięściarzem z mroczną przeszłością, który decyduje się rozpocząć nowe, lepsze życie. W tym celu przyjeżdża pociągiem do Warszawy, nie zabierając ze swojego starego życia dosłownie niczego, poza pieniędzmi "na dobry start". Pierwsza okazja na wypełnienie dobrego uczynku nadarza mu się dosyć szybko, ponieważ niedaleko dworca pewien mężczyzna chce wyrównać porachunki z młodą dziewczyną, która podkrada mu węgiel. Na szczęście odmieniony Wilmański znajduje się o właściwym czasie, we właściwym miejscu i pomaga niewieście. Okazuje się jednak, że podjęte działanie nie pomoże Ernestowi w rozpoczęciu takiego życia, jakie zaplanował.

Nie byłam pewna, czy chcę sięgać po "Świt, który nie nadejdzie". Gdy przeczytałam opis z okładki, zaklasyfikowałam tę pozycję do literatury męskiej, ponieważ nie widziałam w niej nic dla siebie. Myślałam, że ganki, strzelaniny i inne cuda "z międzywojennej, przestępczej Warszawy" jak to zostało napisane na okładce, to totalnie nie mój klimat.
Ale książkę jednak kupiłam. Być może przekonała mnie do możliwość posiadania jej przed premierą (w tym miejscu chwalę stoisko Czwartej Strony na Krakowskich Targach Książki!). Nie powiem, że wciągnęłam się w fabułę od razu, jednak coś mnie w niej zaintrygowało. Zapewne klimat, którego jeszcze nie doświadczyłam w żadnej książce, ale o tym napiszę nieco później. Na pewno zaczęło się od pierwszego spotkania głównego bohatera ze wspomnianą już przeze mnie młodą złodziejką węgla - Anastazją. To ona była bodźcem, który zachęcił mnie do wdrożenia się w historię. I całe szczęście, bo z każdą stroną lubiłam teraz coraz bardziej nie tylko dziewczynę, ale też Ernesta, któremu los (a raczej Remigiusz Mróz..) zapewnił niespokojne życie.

Wracając do wspomnianego już oryginalnego klimatu powieści. Mogę spokojnie powiedzieć, że w czasie lektury przenosiłam się do innego świata, bo czytając "Świt, który nie nadejdzie" miałam wrażenie, że dosłownie czuję unoszący się gęsty dym papierosów i odór alkoholu, a "chodząc" ulicami Warszawy, mijałam kobiety lekkich obyczajów (ale spokojnie, nie jest to książka przepełniona nałogami, bo rękę na pulsie trzyma pewien specjalny oddział Policji Państwowej). Mówiąc krótko: czułam mrok, spiski, intrygi. I to mnie wciągnęło, bo nareszcie dostałam coś innego niż ładnie napisana powieść. Dostałam świat, który rządzi się prawami często ustalonymi siłą, a interesy niosą za sobą niemałe ryzyko.

Na koniec zostawiłam moją osobistą wisienkę. Jak wiem, że po Remigiuszu Mrozie można spodziewać się wielu rzeczy, jestem przygotowana na to, że mnie zaskoczy. Powoli nawet wyczuwam już momenty, w których będą zwroty akcji. Jest jednak pewna różnica między innymi książkami autora a tą pozycją. I nie jest to jakieś niespodziewane wydarzenie.. Jest to zaskoczenie wynikające z tego, że w "Świcie, który nie nadejdzie" Remigiusz Mróz zdecydował się przewrócić fabułę do góry nogami i za to odczuwam do niego ogromny szacunek.

środa, 9 listopada 2016

100 książek, które muszę przeczytać [część II]

Hej, hej!
Jakiś czas temu (mniej więcej jakieś 1,5 miesiąca) dodałam pierwszy wpis dwuczęściowej "serii" 100 książek, które chcę przeczytać (kliknij TUTAJ, żeby do niego przejść :) ). Nie ukrywam, że jest mi trochę głupio, że drugą połowę dodaję dopiero teraz, ale cóż.. trochę zapomniałam, trochę nie miałam motywacji. Ale już nie narzekam, tylko nadrabiam zaległości!

Tym razem książki nie są podzielone na kategorie, bo trochę nie potrafiłam ich uporządkować. Jednakże, coś tam udało mi się ponazywać. Zacznijmy od zbioru o nazwie..

KRYMINAŁY


49. Harlan Coben - Nie mów nikomu
50. Harlan Coben - Bez pożegnania
51. Dean Koontz - Twoje serce należy do mnie
52. - Jo Nesbo - Człowiek nietoperz


 53. Adam Szewczyk - Nie martw się, to tylko życie
54. Katarzyna Bonda - Sprawa Niny Frank
55. Remigiusz Mróz - Parabellum. Prędkość ucieczki,
56. Remigiusz Mróz - Zaginięcie
57. Remigiusz Mróz - Rewizja


58. Michael Dobbs - Szpieg w jałcie
59. Michael Dobbs - Na krawędzi szaleństwa
60. Nick Cave - Śmierć Bunny'ego Munro
61.  Claire Kendal - Wiem o tobie wszystko


TYTUŁY, KTÓRYCH NIE ZNAM, A POWINNAM


62. Christopher Paolini - Eragon
63. Wiesław Myśliwski - Traktat o łuskaniu fasoli
64. Anthony Burgess - Mechaniczna pomarańcza
65. Joseph Heller - Paragraf 22


66. Denis Diderot - Kubuś Fatalista i jego pan
67. Milan Kundera - Nieśmiertelność
68. Milan Kundera - Tożsamość
69. Milan Kundera - Żart


 70. John Ronald Reuel Tolkien - Władca Pierścieni - Drużyna Pierścienia
71. John Ronald Reuel Tolkien - Silmarillion
72. Markus Zusak - Złodziejka książek
73. Umberto Eco - Imię róży


74. Gustave Flaubert - Pani Bovary
75. Jane Austen - Duma i uprzedzenie
76. Charles Bukowski - Kobiety
77. Haruki Murakami - Sputnik Sweetheart


78. Emily Bronte - Wichrowe Wzgórza
79. Thomas Harris - Milczenie owiec
80. Lucy Maud Montgomery - Ania z Zielonego Wzgórza
81. Joseph Gaarder - Dziewczyna z pomarańczami


82. Michaił Bułhakow - Mistrz i Małgorzata
83. William Golding - Władca much
84. Francis Scott Fitzgerald - Wielki Gatsby



MISZMASZ


85. Anthony Doerr - Światło, którego nie widać
86. Joanna Bator - Ciemno, prawie noc
87. Jakub Ćwiek - Kłamca 
88. Erika Robuck - Służąca Hemingwaya



89. Eric-Emanual Schmitt - Kobieta w lustrze
90. Sarah J. Maas - Szklany tron
91. Jonas Jonasson - Analfabetka, która potrafiła liczyć
92. Marice Druon - Król z żelaza


93. Małgorzata Halber - Najgorszy człowiek na świecie
94. Joshua Ferris - Wstać znowu o ludzkiej porze
95. Colleen Hoover - Maybe someday
96. George R. R. Martin - Gra o tron


97. Jordan Belfort - Wilk z Wall Street
98. Yann Martel - Życie Pi
99. Gabrielle Zevin - Między książkami
100. Jarosław Grzędowicz - Pan Lodowego Ogrodu

 
Uff! Listę stworzyłam 18 czerwca. W czerwcu przyszłego roku chciałabym ją zweryfikować. Trzymajcie kciuki, żebym przeczytała chociaż dziesięć pozycji! :)

Czy Wy też macie listy książek, które chcecie przeczytać? :)

poniedziałek, 31 października 2016

20. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

Od jakiegoś czasu książkowa część Internetu huczała o 20. Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie. Trwały one od czwartku - 27 października do niedzieli - 30 października. Miałam okazję uczestniczyć w nich tylko w sobotę, czyli w dzień, który był przepełniony spotkaniami autorskimi, za czym idzie też dosłowne przepełnienie hali ludźmi. Ale jako że nie były to moje pierwsze Targi Książki i nie pierwszy raz trafiłam na dzień pełen atrakcji, więc można powiedzieć, że mam pewne porównanie. Jeżeli zastanawiasz się, gdzie wybrać się na taką imprezę - czy do Krakowa, czy do Warszawy (bo tylko te dwa wydarzenia mogę porównywać) i czy w ogóle warto, zapraszam do dalszej części wpisu.


Generalnie odkąd pojawiłam się pod Halą Expo, w której odbywały się Targi, już miałam na co narzekać. Kolejka była niemiłosiernie długa, ciągnęła się przez parking, wzdłuż pasu ruchu. Oczywiście były osoby pilnujące bezpieczeństwa uczestników, a kolejka, ku mojemu zaskoczeniu, skracała się nawet sprawnie. Warto wspomnieć, że osoby, które zakupiły ekobilet, nie musiały w niej stać. Tak samo wyglądała sprawa z blogerami - dla obu wspomnianych grup kolejka było stworzone inne wejście, do którego kolejka była zdecydowanie krótsza.
W Warszawie kolejki również straszą, jednak tylko te do kas. Osoby, które zakupiły bilety wcześniej, mogą od razu kierować się do wejścia na Stadion Narodowy. Na Warszawskich Targach byłam dwukrotnie i szczerze mówiąc, nie zapadło mi w pamięci długie oczekiwanie na wstęp, więc prawdopodobnie uczestnicy byli sprawnie wpuszczani na teren imprezy, bądź po prostu wchodziłam w czasie, gdy nie było zbyt wielu osób.

Problem następny - szatnie. Przed samymi Targami naoglądałam się relacji z poprzednich edycji, na których widziałam, że uczestnicy chodzą bez kurtek. Na miejscu pozostawienie gdzieś odzienia okazało się jednak problemem, ponieważ w dwóch boksach przeznaczonych na szatnie dosyć szybko zabrakło miejsca. Wytrwałe osoby stały w kolejce czekając na to, aż ktoś odbierze swoje rzeczy tym samym zwalniając wieszak, jednak nikt nie mógł mieć pewności, że ten moment nadejdzie szybko. Ja po 10 minutach odpuściłam, chodziłam z kurtką.
Zważywszy na to, że Warszawskie Targi odbywają się w maju - problem braku miejsca w szatni nie istnieje, ponieważ praktycznie nie ma w nich czego zostawiać.
W o wiele bardziej komfortowej sytuacji pod względem pozostawiania gdzieś czegokolwiek były osoby, które przyjechały pod Halę Expo samochodem, jednak.. musiały liczyć się ze staniem w korku na parking. Jednak to samo dzieję się pod Narodowym - taki jest urok każdych imprez masowych.

Jeżeli chodzi o miejsce organizacji Targów, również punkt zdobywa Warszawa. Hala Expo jest budynkiem dużym, jednak zamkniętym. Po spędzeniu w nim kilku godzin, odczuwałam trochę zmęczenie byciem w ciągłym tłoku, a towarzysząca duchota również nie podnosiła poczucia komfortu. Odetchnąć można było na korytarzu, siadając pod ścianą - jeżeli znalazło się miejsce wśród innych odpoczywających osób.
W Warszawie jest możliwość wyjścia na trybuny, które znajdują się na powietrzu. Co więcej, krzesełek jest tyle, że miejsce przycupnięcia można swobodnie wybierać.

Skoro już jesteśmy przy temacie miejsca, a raczej wolnej przestrzeni.. Wydaje mi się, że "ścieżki", którymi uczestnicy musieli się przemieszczać były zdecydowanie za wąskie. Momentami przejście alejką o ruchu dwukierunkowym było straszne, a gdy jeszcze stała w niej kolejka do jakiegoś autora, to przemieszczenie się było po prostu niemożliwe.
W Warszawie też bywają problemy z przejściem, jednak podkreślam, że jedynie bywają. A na pewno możliwe jest przedostanie się przez tłum oczekujący na spotkanie z pisarzem. Może to kwestia tego, że miejsce imprezy umożliwia uczestnikom inteligentne ustawienie się w kolejce wzdłuż alejki, a nie oczekiwanie na podpis dosłownie na ich skrzyżowaniach.

Jednak żeby nie było, że Targi Książki w Krakowie miały same minusy. Odnoszę wrażenie, że nie dało się nie kupić książki w promocyjnej cenie. Za żadną z kupionych przeze mnie pozycji nie zapłaciłam cen okładkowej. Inaczej miała się sprawa w Warszawie, ale wynikało to z mojego gapiostwa i kupienia konkretnego tytułu "mimo wszystko". W każdym razie, w Krakowie by mi się to nie udało, bo na pewno dałabym mniej. Nie mogłabym nie wspomnieć o możliwość zakupu książek przedpremierowo! I to również w cenach promocyjnych :)
W Krakowie wydawnictwa były też o wiele bardziej hojne niż w Warszawie. Z Krakowa wróciłam o wiele bardziej obłowiona w zakładki, widziałam też dużo więcej osób chodzących z torbami promującymi konkretnych wydawców. Albo - ponownie, w Warszawie nie potrafiłam takich gadżetów szukać.

A sama atmosfera? Cudna, przyjazna. Do Krakowa pojechałam sama, a i tak stojąc w kolejkach miałam z kim rozmawiać, spędzić miło czas oczekiwania (w tym miejscu serdecznie pozdrawiam Klaudię z bloga Porozmawiajmy o książkach :) ). Jeżeli boisz się jechać na jakiekolwiek Targi Książki, bo nie masz z kim, to naprawdę nie ma powodu do obaw!

Oczywiście wszystkie wspomniane niedogodności wynagrodziły mi spotkania z autorami, więc ostatecznie z 20. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie wyszłam zadowolona. Jednak czy naprawdę chodzi o osiąganie zadowolenia dopiero po zasmakowaniu wisienek na torcie?

środa, 19 października 2016

#18 Behawiorysta - Remigiusz Mróz


Tytuł: Behawiorysta
Autor: Remigiusz Mróz
Gatunek: Thriller/sensacja/kryminał
Wydawnictwo: Filia








Zdecydowanie nie planowałam pisać posta na temat książki, której nie przeczytałam. Ale zaznajomiłam się z jej trzydziestoma stronami (możecie je przeczytać klikając TU, po udzieleniu odpowiedzi na jedno pytanie). I po tych trzydziestu stronach w moich emocjach zapanował chaos. Nie wiem, na ile uda mi się go ogarnąć przy pisaniu, bo działo się we mnie więcej, niż po przeczytaniu jakiejkolwiek książki w ostatnim czasie. Skoro działa tak na mnie krótki fragment, to coś musi być na rzeczy.

W jednym z opolskich przedszkoli razem z dziećmi oraz kilkoma wychowawczyniami, zamyka się mężczyzna. Dosyć istotnym faktem jest to, że jest on zamaskowany i ma broń. Wniosek? Nie zdarzy się nic dobrego. Cała sytuacja jest transmitowana na żywo w Internecie, konkretnie na stronie www.koncertkrwi.pl (swoją drogą, weszliście już na stronę z darmowym fragmentem? Spójrzcie na jej adres.). Do pomocy przy sprawie został wezwany Gerard Edling - były prokurator, a przy okazji behawiorysta, który w swojej karierze ma same rozwiązane sprawy. Czy tym razem również odniesie sukces?

Po przeczytaniu tych nieszczęsnych trzydziestu stron "Behawiorysty' nie byłam pewna, czy chcę zapoznać się z tą pozycją w całości, bo owszem, było we mnie wiele emocji, ale negatywnych - głównie przerażenie. Remigiusz Mróz zszedł do najgorszych zakamarków duszy człowieka i to nie tylko bohatera literackiego, ale także czytelnika, "motywując go" do wybrania rozwiązania. Warto wspomnieć, że każde wyjście było beznadziejne..Wierzę, że ze strony autora jest to apel do nie pozostawania biernym na zło, do tego, aby nie dać się znieczulicy. Mam nadzieję, że nie jest to jedynie przelana na kartkę fala wyobraźni, pod którą nic się nie kryje.

Zakończenie przeczytanego przeze mnie fragmentu (a to był dopiero trzeci rozdział książki!) nie było szokujące, niczym ostatnie zdanie "Ekspozycji" czy zwroty akcji w cyklu o Chyłce i Zordonie. W pewnym sensie sama zadecydowałam o finale, a na pewno przez możliwość wyboru jednej z alternatyw przedstawionych w fabule, podejrzewałam, że na któreś zakończenie muszę być przygotowana. Jednak właśnie przez to, że zostałam pozbawiona elementu zaskoczenia, ostatnie wydarzenia były dla mnie niedopuszczalne! A jest to tym bardziej przerażające, bo podświadomie czytelnik jest wywołany do podjęcia decyzji - złej lub złej.

Po tym fragmencie mam dwie hipotezy dotyczące najnowszej książki Remigiusza Mroza:
1. "Behawiorysta" na pewno pozostawi po sobie ślad w psychice czytelnika.
2. Remigiusz Mróz tą powieścią stanie na równi ze Stephenem Kingiem.
Wiadomo, hipotezy trzeba weryfikować, więc na pewno sięgnę po pełne wydanie tej pozycji. A premiera już niedługo - 26 października!

Po dziesięciu minutach lektury czułam się nieswojo, jednak Remigiusz Mróz sprawił, że nie byłam bierna - też wybrałam. Czy o to chodziło?

wtorek, 11 października 2016

#17 Autostopem przez Galaktykę - Douglas Adams


Tytuł: Autostopem przez Galaktykę
Autor: Douglas Adams
Cykl: Autostopem przez Galaktykę
Gatunek: Fantastyka, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka







Pewnego czwartku Adam zastaje przed swoim domem ludzi chcących zburzyć jego dom, ponieważ w miejscu, w którym stoi owa posiadłość, ma powstać obwodnica. Na ratunek (ale czy na pewno?) przyjacielowi pojawia się Ford. Rozżalony człowiek pozwala zabrać mu się na piwo. Okazuje się jednak, że kompan nie przynosi Adamowi dobrych wieści. Człowiek dowiaduje się bowiem, że nie tylko jego posiadłość zostanie zniszczona z powodu planowanej budowy obwodnicy, ale ma także zostać zburzona Ziemia (i to dosłownie za kilka minut!), aby na jej miejscu mogła powstać międzygalaktyczna autostrada. Jednak to nie wszystko, bo chociaż planeta zniknie z Galaktyki, to Adam dopiero rozpocznie przygodę życia!

Ciężko było mi wyrobić sobie jednoznaczną opinię o tej książce, zarówno w trakcie lektury, jak i po zakończeniu jej. Drażniła mnie „płaskość” bohaterów - nie wiemy o nich za dużo, w zdecydowanej większości przypadków jesteśmy z nimi tylko „tu i teraz” i to jedynie w roli obserwatorów. Nie znamy ich myśli, emocji, ale może to i dobrze, bo czy zdołalibyśmy zrozumieć istotę z innej planety? Pewnie nie. Na szczęście bohaterowie poczucie humoru mają typowo „ziemskie”, ponieważ niejednokrotnie szeroko uśmiechnęłam się czytając ich dialogi. Ponadto w czasie lektury „Autostopem przez Galaktykę” całkowicie pozwalałam zaskoczyć się autorowi. Jest to książka, przy której na nic zdaje się logiczne myślenie, ale jednocześnie fabuła pozostaje sensowną abstrakcją, dającą się wytłumaczyć jedynie w międzygalaktyczny sposób. Na szczęście czytelnik poznaje tę metodę, a wszystko za sprawą przewodnika o tym samym tytule, którego fragmenty zostały zawarte w książce. Autor pozostawił w nim wskazówki umożliwiające zrozumienie tego, co właśnie się wydarzyło bądź wydarzy w fabule tuż za chwilę.

Mam wrażenie, że im głębiej brnęłam w lekturę, tym samym zostawiając za sobą coraz dalej wątek zniszczenia Ziemi, tym bardziej nie byłam w stanie przewidzieć, co czai się na czytelnika w kolejnym rozdziale, a nawet na następnej stronie. Zważywszy na to, że „Autostopem przez Galaktykę” jest dopiero pierwszą z sześciu części serii o Adamie, Fordzie i innych istotach pozaziemskich, boję się, co mogę zastać w następnych tomach. Mimo to, chętnie po nie sięgnę, aby pozwolić zabrać się na przygodę, na której żaden z etapów nie będę przygotowana.

Książka ta, a raczej konkretne wydanie bo to wznowione przez wydawnictwo Zysk i S-ka, ma konkretny plus. Są nim cudne ilustracje Janusza Kapusty! Nie dość, że są one proste (co w przeciwieństwie do prostoty bohaterów jest pozytywem), to w bezbłędny sposób nawiązują do następujących po nich rozdziałów, nawet cząstką abstrakcji!

Warto wspomnieć, że „Autostopem przez Galaktykę” Douglasa Adamsa znajduje się na liście stu tytułów BBC, czyli jest pozycją, którą warto poznać, jednak zdecydowanie nie spodoba się ona każdemu. Na pewno trzeba podejść do niej z dystansem i na nic się nie nastawiać, a po prostu dać ponieść się lekturze. Jestem pewna, że przypadnie ona do gustu fanom twórczości Terry'ego Pratchetta, a zwłaszcza tym, którzy chętnie wybiorą się w podróż w towarzystwie innych form życia. Mimo wszystko uważam, że warto sprawdzić, jak Ty będziesz się czuł w takim niestandardowym towarzystwie.


Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 
 

wtorek, 4 października 2016

#16 Urodzony by się nie bać - Magdalena Nierebińska, Dariusz Maleo Malejonek


Tytuł: Urodzony by się nie bać
Autor: Magdalena Nierebińska, Dariusz Maleo Malejonek
Gatunek: Biografia
Wydawnictwo: Znak













Dariusz Maleo Malejonek, czyli człowiek, który nie może usiedzieć w miejscu. Muzyk – założyciel zespołu Maleo Reggae Rockers, ale jest też znany z grania z Arką Noego czy Izraelem. Formą muzyczną dba też o pamięć o historii Polski, a robi to realizując projekty dotyczące Żołnierzy Wyklętych. Poza graniem, Dariusz Malejonek podróżuje, nie boi się korzystać z życia i realizować swoich planów.

„Urodzony, by się nie bać” nie jest typową biografią, a sam Maleo mówi o niej „luźno opisana historia mojego życia”. Zdecydowanie się z tym zgadzam, ponieważ w książce owszem, są opisane jego doświadczenia – poczynając od poznania rodziny muzyka, przez lata szkolne, stosunek do systemu komunistycznego, w którym żył, znajomych, a kończąc na jego obecnej działalności. W tym wszystkim odniosłam wrażenie, że Dariusz Malejonek obsadził się w roli drugoplanowej. Opisuje, często ciężkie, sytuacje z przeszłości dzieli się z czytelnikiem wyniesionym z nich doświadczeniem. W dużej mierze skupia się na drugim człowieku, często poznanym w dosyć niestandardowych okolicznościach. Maleo opowiada o swoich znajomych z lat nastoletnich, z którymi zagłębiał się w narkotyki. Wspominani są też ludzie poznani przypadkowo – czy to na koncercie, czy w czasie jednej z licznych podróży muzyka, a którzy wnieśli do jego życia coś wartościowego.

Maleo w jednym z wywiadów dotyczących książki powiedział, że chciał przez nią pokazać, iż „obecnie problemem jest nie tyle likwidacja lęku, lecz pokonanie go”. W czasie lektury wyraźnie widać, że nie są to tylko puste słowa, ponieważ mężczyzna żyje z chwili na chwilę, a każda z nich przepełniona jest tym, co kocha. Przez to wszystko w czasie lektury odczuwałam zazdrość. Zastanawiałam się, jak można żyć głównie robiąc to, co się uwielbia, czyli w przypadku muzyka angażować się w tyle projektów, zespołów, wyjazdów oraz przy tym wszystkim mieć jeszcze życie rodzinne. Odpowiedź jest prosta – Maleo uwierzył w to, że rzeczywiście został urodzony, by się nie bać. A przecież każdy z nas, skoro ma siłę marzyć, to ma też siłę na realizację pragnień, do czego muzyk motywuje opowiadając o sobie.

Czasem jednak czułam się zagubiona w opowieściach. Podejrzewam, że jest to spowodowane chęcią podzielenia się wieloma istotnymi dla Dariusza Malejonka sprawami przy okazji jednego tematu, ale właśnie z tego powodu zdarzało mi się gubić wątek. Nie rozumiałam ścieżki, którą podążają jego myśli. Wydaje mi się, że zostałam obdarzona zbyt dużym zaufaniem co do znajomości niektórych osób z kręgu Maleo. W takich momentach, gdyby rozmowa odbywała się na żywo, na pewno zapytałabym w jakim celu wspomina o nich przy okazji danego wątku, ale w czasie lektury, niestety nie miałam takiej możliwości.

Życie Maleo jest świetnym materiałem na fabułę. Wątpię, żeby spodziewał się tak bogatej w akcję historii. Zdecydowanie warto zapoznać się z nią, żeby zostać obdarzonym pozytywną energią i uwierzyć w realizację marzeń.


Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl