piątek, 18 sierpnia 2017

#34 Ocalić Grace - Jane Green


Tytuł: Ocalić Grace
Autor: Jane Green
Gatunek: powieść obyczajowa/literatura kobieca
Wydawnictwo: Sonia Draga








Grace Chapman – ikona stylu, kobieta sukcesu, redaktorka w wydawnictwie kulinarnym, a także szefowa kuchni na pełen etat w ośrodku dla rodzin potrzebujących. Żadna z tych ról nie definiuje w stu procentach tego, kim kobieta tak naprawdę jest. Najbardziej zajmującym zadaniem dla Grace jest bycie żoną Teda Chapmana, powieściopisarza, którego każda nowa książka jest bestsellerem. Co za tym idzie – kobieta jest nieodłącznym elementem jego życia w splendorze i doskonałą towarzyszką w wystawnych przyjęciach z udziałem innych znanych osobistości. Sielanka w życiu Grace trwa, ale do czasu, aż pojawia się kobieta, która odbiera jej osobowość.

„Ocalić Grace” było moim pierwszym spotkaniem z książkami popularnej Jane Green. Przed lekturą spotkałam się z opinią, iż tworzone przez autorkę profile bohaterek są autentyczne, każda z kobiet może odnaleźć w nich cząstkę siebie (nawet w „ikonie stylu”, którą jest Grace). Chociaż nie zaczytuję się w literaturze kobiecej, a „Ocalić Grace” do tego gatunku należy zakwalifikować, to jest w niej coś niepokojącego, co mnie – czytelniczkę kryminałów i gatunków „mocniejszych” przyciągnęło. Konkretnie był to główny wątek powieści, przez który główna bohaterka w podstępnym działaniu osoby trzeciej stopniowo traciła wszystko, co było dla niej ważne. Zważając na fakt, iż Jane Green potwierdziła, iż umie wykreować prawdziwe postacie, było to tym bardziej niepokojące, ponieważ autorka w bardzo realistyczny sposób zburzyła sielankowe życie głównej bohaterki. Czytając tę książkę zastanawiałam się, do czego będzie zdolna posunąć się owa negatywna postać. Byłam zaskoczona jej spójnym zachowaniem oraz tym, że każde posunięcie zostało logicznie wytłumaczone.

Ciekawym dodatkiem do niektórych rozdziałów są przepisy potraw, które zostały w nim wspomniane. Najwidoczniej autorka czuła się zobowiązana wobec czytelników do przybliżenia im, w jaki sposób wielka fanka gotowania, jaką jest Grace, przygotowuje smakołyki. Dlatego też czytelnik ma możliwość przygotować zarówno taki przysmak jak miodowo-imbirowy kurczak czy eton mess według przepisu popularnej (przynajmniej w wykreowanym świecie) szefowej kuchni.

Po lekturze „Ocalić Grace” rozumiem, dlaczego nawet dla takiego laika w świecie literatury kobiecej jak ja, nazwisko tej autorki nie było obce. Tę pozycję polecam czytelniczkom poszukującym pozycji ambitnej, ze zdecydowanym dodatkiem dramatu i cięższej historii.  


Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl

czwartek, 10 sierpnia 2017

#33 Chórzystki - Jennifer Ryan


Tytuł: Chórzystki
Autor: Jennifer Ryan
Gatunek: powieść obyczajowa/historyczna
Wydawnictwo: Czarna Owca








„W radio ogłosili, że pisanie pamiętnika w tym trudnym czasie doskonale wpływa na wytrwałość, więc postanowiłam, że będę notować wszystkie swoje myśli i marzenia w starym szkolnym zeszycie.”

26 marca 1940 dla wielu mieszkańców Chilbury jest dniem niezwykle smutnym, ponieważ wtedy miał miejsce ostatni występ Chóru Chilburskiego. Przyczyną tego jest pukająca do drzwi Anglii wojna, przez którą śpiewający mężczyźni zostają wezwani do pomocy na froncie. Kobiety pozostają same – zarówno bez mężów i synów, jak i bez możliwości realizowania swojej pasji. Na szczęście dosyć szybko przychodzi temu kres, ponieważ w miasteczku pojawia się panna Trent, dla której brak mężczyzn nie jest żadną przeszkodą. Podejmuje działanie uchodzące w oczach chórzystek za rewolucyjne i staje na czele.. Chilburyjskiego Chóru Żeńskiego!

Wydarzenia poznajemy dzięki czterem kobietom, które łączy tylko jedno – są chórzystkami owego chóru. Dwie z nich – Kitty oraz pani Tilling, zasłyszały w radiu, iż w sytuacji, w której znalazła się Anglia, dobre jest pisanie pamiętnika, co też zaczynają praktykować. Inne dwie kobiety – Venetia oraz panna Paltry, piszą listy do bliskich sobie osób, w których opisują życie miasteczka. Czasami autorka przedstawia sytuację również z perspektywy innych bohaterów, jednak regularnie widzimy ją oczami wyżej wymienionych kobiet. Bohaterki różnią się od siebie wiekiem czy zawodem, jednak każda z nich wzbudza sympatię. Nie miałam tak, że czytając fragmenty pisane przez którąś z nim, męczyłam się.

Zdecydowałam się przeczytać tę książkę, ponieważ sama też jestem chórzystką, ale przyznaję, że przed rozpoczęciem lektury odrzucał mnie czas, w którym dzieje się akcja, czyli II wojna światowa. Nie powiem, że wydarzenia te nie mają znaczenia dla fabuły, ponieważ gdyby nie wojna, to same tytułowe kobiety nie zostałyby wyłonione wśród mieszkańców Chilbury, ale tak naprawdę nie jest to wydarzenie, wokół którego toczy się życie postaci. Owszem, są fragmenty, w których daje o sobie znać i rzeczywiście dotyka bohaterów, jednak w moim odczuciu fabuła krąży wokół pasji – śpiewaniu.

Nie masz nic wspólnego z muzyką? Nie szkodzi. „Chórzystki” są opowieścią z drugim dnem. Pokazuje ona, jak ważne jest mieć coś „swojego”, co pozwoli zapomnieć o codzienności, a także o nieświadomym budowaniu wspólnoty z osobami, które dzielą pasję z nami.

W czasie lektury „Chórzystek” towarzyszyła mi zarówno radość, jak i smutek, jednak przy zdecydowanej większości fabuły uśmiech nie schodził mi z twarzy. Książkę pochłania się praktycznie „na raz”, ale zdecydowanie nie jest ona banalna, pozbawiona morału. Polecam do zapoznania się z nią, zwłaszcza kobiety. Myślę, że każda z nas odnajdzie w niej sytuację, z którą mogłaby się utożsamić.


Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 



środa, 2 sierpnia 2017

#32 Druga strona miasta - Karolina Szewczykowska


Tytuł: Druga strona miasta
Autor: Karolina Szewczykowska
Gatunek: kryminał
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka








Lubię eksperymentować i w ciemno sięgać po książki nieznanych mi autorów (ostatnio zwłaszcza polskich) z gatunku kryminału. Może to trochę masochizm psychiczny, ale lepiej czyta mi się powieści, których fabuła dzieje się w Polsce. W przypadku tej książki - na warszawskich ulicach. Z takich pobudek sięgnęłam po „Drugą stronę miasta”, debiutancką powieść Karoliny Szewczykowskiej – prawniczki i pasjonatki literatury. Czy pasja wystarczy, aby napisać dobrą powieść kryminalną?

W dniu premiery aktorka warszawskiego teatru – Luiza Orłowicz, zostaje odnaleziona martwa w swoim domu. Pomimo częstych odwiedzin przez rodzinę i znajomych, które miały miejsce tego dnia, nikt nic nie wie, nikt nie zauważył niczego i nikogo niepokojącego. Czy ktoś był zazdrosny o sukcesy Luizy? A może demony przeszłości ponownie dopadły rodzinę Orłowiczów?

Uważam za ciekawy zabieg poznawania historii zmarłej bohaterki, jej myśli oraz odczuć, ponieważ poznajemy kobietę z pisanych przez nią notatek (świadomie nie używam słowa „pamiętnik”, ponieważ Luiza wypiera się uprawiania takiej formy). Kobieta opisuje w nich sesje psychoterapeutyczne, na które uczęszczała przez rok, oraz poruszane na nich problemy. Aktorka miała ciężkie życie, więc każdy wpis również jest poruszający, ale także niecelowo przybliżający czytelnika do rozwiązania zagadki jej śmierci.

Do lektury "Drugiej strony miasta" podchodziłam dwukrotnie. Za pierwszym razem ledwo po stu stronach musiałam ją przerwać, ponieważ czułam się przytłoczona nadmiarem bohaterów i dosyć niewyraźnym zarysem ich osobowości. Za drugim razem wiedziałam, że aby nie polec już na początku, muszę zwracać więcej uwagi na podarowane mi przez autorkę szczegóły, które pomogą mi odróżnić bohaterów. Przyznaję, było lepiej, choć do ostatniej strony zdarzało mi się zastanowić, kim jest wprowadzona postać.

Styl Karoliny Szewczykowskiej jest prosty, pozwala na szybkie przeczytanie książki. Widać, że jest to powieść debiutancka. Autorka miała dobry pomysł zarówno na fabułę, jak i na finał głównego wątku, jednak wydaje mi się, że „po drodze” chciała zagwarantować czytelnikom za dużo atrakcji, za bardzo namieszać w głowach wątkami pobocznymi. Odkrywanie kolejnych, niepokojących wydarzeń z przeszłości obiecuje czytelnikowi więcej napięcia, które w moim przypadku niestety skutkowało irytacją, ponieważ na przykład wątek, który dotychczas pojawiał się co chwilę, został „zapominany” na następne kilkadziesiąt stron, aby opisowi finału poświęcić zaledwie jeden akapit.

Niestety problemem było także zaznaczanie bohaterów biorących udział w danej scenie, ponieważ nazwiska postaci w niej uczestniczącej pojawiały przeważnie jedynie na początku wydarzenia. Imion nie można było odnaleźć nawet w dialogach, tam widniały jedynie wskazówki dotyczące płci. Często musiałam także „wyliczać”, która kwestia należy do którego rozmówcy.

A odpowiadając na pytanie, które postawiłam na początku recenzji: do napisania dobrego kryminału pasja nie wystarczy. Powiem szczerze, że pomimo niedociągnięć w „Drugiej stronie miasta” coś mnie kusi, aby przeczytać kolejną powieść Karoliny Szewczykowskiej – o ile taka powstanie. Myślę, że autorka miałaby na nią pomysł, a do poprawy jej warsztatu podchodzę z nadzieją.  

czwartek, 22 czerwca 2017

#31 Zdobyć to, co tak ulotne - Beatrice Colin


Tytuł: Zdobyć to, co tak ulotne
Autor: Beatrice Colin
Gatunek: powieść obyczajowa
Wydawnictwo: W.A.B.








Jamie Arrol razem ze swoją nastoletnią siostrą – Alice oraz z jej guwernantką – Cait Wallace odbywają podróż do Paryża. Podczas lotu balonem zapoznają Emila Nouguier, przedstawiciela bohemy oraz inżyniera, który pracuje przy budowie dzisiejszego symbolu Francji – Wieży Eiffela. Mężczyzna oczarowuje sobą całe towarzystwo, jednak każdą osobę z innego powodu. W tym krótkim czasie szczególny kontakty udaje mu się nawiązać z Cait. W powietrzu różnice międzyklasowe wydają się nie mieć znaczenia, lecz po powrocie na ziemię relacja ta nadal będzie miała szansę na rozwój?

Ta książka nie jest zła, ale nie do końca został wykorzystany jej potencjał. Przyznaję, że gdyby nie opis z okładki, to nie potrafiłabym wskazać najważniejszych bohaterów, ponieważ wszystko działo się wokół wszystkich. Przez to odczuwam niedosyt – uważam, że niektóre wątki (w tym takie, które mogłabym uważać za "główne", ale o tym, dlaczego słowo to ujęłam w cudzysłów, napiszę później) zostały potraktowane po macoszemu, bo zostały tylko zaznaczone, ale bez wdawania się w szczegóły. Mam wrażenie, że autorka zdała płaską relację z życia pewnych osób, które znalazły się w pewnym miejscu.

Wracając do głównego wątku książki. Gdybym sama z siebie miała określić, co nim tak właściwie było, to miałabym z tym problem. Na szczęście tutaj również wydawca wspomógł mnie wskazówką znajdującą się w opisie na okładce książki. Moim zdaniem wątek relacji pomiędzy Cait a Emilem został nieco zakopany pod innymi wydarzeniami zawartymi w książce, jakby toczył z nimi walkę – niby się pojawia, ale nigdy nie mógł wygrać z nimi, aby zdobyć miano wiodącego.

O czym moim zdaniem jest ta powieść? O relacjach – jak najbardziej. O problemach związanych z przynależnością do różnych klas, a chęcią bycia ze sobą. O trudności nawiązywania relacji, gdy chce się być osobą zauważoną i docenioną i o cenie, którą należy za to zapłacić.

Odejście od lektury "Zdobyć to, co tak ulotne" nie było dla mnie problemem. Mniej więcej od połowy przestałam wierzyć, że wskaże mi problem, nad którym warto będzie się zatrzymać, zastanowić. Niestety, sama powieść również kończy się bez puenty.

Nie miałam rozrywki z czytania tej powieści, traktowałam ją jako wypełniacz czasu oraz jako kolejną pozycję, którą mogę dopisać do książek przeczytanych. Na pewno do niej nie wrócę, chociaż myślę, że nie będę potrzebować wiele czasu, aby zapomnieć, o czym ona tak właściwie traktowała.

Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 

czwartek, 8 czerwca 2017

Majowy book haul i WTK 2017!

Hej, hej!
Nie było mnie tu cały miesiąc, ale okazało się, że blog nie zarósł pajęczynami i w prosty sposób udało mi się do niego dostać :D
Przyznaję, że ten rok jest dla mnie wyjątkowo ciężki jeżeli chodzi o czytanie (obecnie jest za mną tylko 15 książek! -,-), za to w kupowaniu nadal jestem całkiem niezła. W maju z okazji Warszawskich Targów Książki (o których też w tej notce przemycę słów kilka) trafiło do mnie kilka nowych pozycji, Jeżeli jesteście ciekawi, co zasiliło moje stosy wstydu, zapraszam dalej! :)


A zakupowy maj zaczął się od nowego Forsta, czyli „Deniwelacji" autorstwa Remigiusza Mroza. Odkąd świat dowiedział się o kontynuacji trylogii z komisarzem, bardzo nie mogłam doczekać się tej pozycji! Jednak z powodu braku czasu, nadal nie jestem szczęśliwą osobą, która zapoznała się z jego dalszymi losami..

A po prawej stosik, z którym poszłam do pana Mroza do podpisu na WTK :D


Przed WTK udało mi się kupić pierwszą część z Kolekcji Mistrza Grozy, czyli „Misery". Swoją drogą, jestem zachwycona oprawą tych książek! Ładne wydanie w przystępnej cenie.. nie mogę doczekać się, aż uzbieram nieco więcej tytułów z tej serii, żeby (oczywiście tylko przy okazji :D) w skromnym gronie (bo planuję kupić jedynie 5-6 powieści) mogły ładnie prezentować się na mojej półce!



Idąc niechronologicznie - po Targach od Wydawnictwa Poznańskiego trafił do mnie egzemplarz „Rekina i barana" autorstwa Marty i Adama Biernatów. Książka jest naprawdę magiczna..
A od wydawnictwa Filia Mroczna Strona dostałam egzemplarz „Szóstego okna" Rachel Abbott. Jestem już po lekturze i przyznaję, że autorka jest niezawodna w swoim gatunku.


.

Nadszedł czas na zakupy poczynione na Warszawskich Targach Książki, Jeżeli chodzi o samą organizację wydarzenia - jestem zadowolona. Na WTK byłam trzeci raz, więc już wiedziałam, że nie ma co spodziewać się rewelacyjnych promocji u wydawnictw (no, może poza SQN-ową promocją 3 książki w cenie 2 oraz -50% na niektóre tytuły u Czarnej Owcy). Wydarzyło się jednak coś, przez co tegoroczne Targi górują nad poprzednimi edycjami, a mianowicie:
- mogłam poznać osoby, które widziałam wcześniej jedynie na Instagramie, przez co idąc z tłumem nie rozglądałam się tylko za książkami, ale głównie za znajomymi twarzami - czy to właśnie z profilów, czy zapoznanych w poprzednie dni na Targach. Miło jest mieć też taki "cel", dziękuję :)
- znalazłam stoisko Epik Page, którego zarówno w Warszawie jak i w Krakowie skutecznie nie zauważałam :D

Ale wracając do targowych zakupów, które z jednym wyjątkiem zrobiłam jedynie na stoiskach antykwariatów.

„Harry Potter i Przeklęte Dziecko" - Jack Thorne
Skoro już minęła fala na ten scenariusz, to w końcu mogę wyrobić sobie swoją opinię na jego temat. W dodatku baaardzo skusiła mnie cena za wydanie w twardej oprawie.

„Upiory" - Jo Nesbo
Żałuję, że nie znalazłam więcej książek tego autora, bo po przeczytaniu Pragnienia i Krwi na śniegu jestem nim zachwycona i zdegustowana swoim zaniechaniem wcześniejszego sięgnięcia po jego powieści.

„Wampiraci: Czarne serce" - Justin Somper
Jako dziecko bardzo lubiłam ten cykl, jednak doszłam tylko do trzeciej części. Pod koniec ubiegłego roku udało mi się dokupić wszystkie części poza tą. Gdy zobaczyłam ją na jednym z regałów, zdecydowanie nie mogłam odpuścić sobie tego zakupu!

„Nowe przygody Mikołajka" - Rene Goscinny
Również powrót do dzieciństwa. Nie był to zakup pierwszej potrzeby, ale.. przecież to Mikołajek!
(tak, na zdjęciu to ta książka widmo)



Książki Jonathana Carrolla kupiłam przypadkiem i tylko przez swoją nieuwagę. Gdybym ogarnęła wcześniej, że ten lubiany przeze mnie autor będzie w tym roku na WTK, to na pewno zabrałabym ze sobą z domu trzy jego książki. Ale o jego obecności dowiedziałam się, gdy już byłam w pociągu, przez co do mojej biblioteczki trafiło „Muzeum psów" i „Całując ul". Zdecydowałam się też na zakup własnego egzemplarza „Krainy Chichów", ponieważ czytałam egzemplarz mamy, a powieść ta wywarła na mnie tak duże wrażenie, że koniecznie musiałam mieć ten swój, do tego - podpisany!

Uff! Stos się skończył. Mam nadzieję, że nie będzie długo nosił miana "stosu wstydu", jednak czerwiec pod względem obowiązków absolutnie tego nie wróży. Niemniej - trzymajcie kciuki! :)

czwartek, 4 maja 2017

#30 Wieża milczenia - Remigiusz Mróz


Tytuł: Wieża milczenia
Autor: Remigiusz Mróz
Gatunek: kryminał
Wydawnictwo: Damidos








Heather i Scott rozpoczynają nowe życie, w nowym mieszkaniu, w nowym mieście. Ten etap ich wspólnego życia jednak nie trwa długo, ponieważ pewnego wieczoru zostaje odnalezione ciało dziewczyny. W sprawie morderstwa kobiety prowadzone są dwa równoległe śledztwa – jednemu z nich patronuje detektyw Evelyn Thomsen, a drugim zajmuje się sam partner Heather, były wykładowca uniwersytecki wątpiący w to, iż praca służb może zakończyć się powodzeniem. Który z zespołów jako pierwszy odnajdzie morderce i czy zdoła to zrobić, zanim zginie więcej osób?

„Wieża milczenia” nie jest złą książką, jednak jeżeli ktoś oczekuje, iż każda książka opatrzona nazwiskiem Remigiusza Mroza będzie dobrą pozycją, to może być rozczarowany. Widać, że jest to debiut. Autor ma tendencje do opisywania niektórych sytuacji w sposób podręcznikowy. Rozumiem motywację, ponieważ pewnie miało to na celu pełniejsze wyobrażenie sobie przez odbiorcę pewnych scen, jednak w moim odbiorze zabieg ten skutecznie hamował akcję. Remigiusz Mróz zagłębiał się też w życiorysy bohaterów pobocznych, których historia nie odgrywała żadnego znaczenia w fabule, przez co zamiast gnać za akcją, zapoznawałam się ze zbędnymi informacjami na temat postaci.

Niestety, jestem zmuszona negatywnie skomentować bohaterów tej książki.
Po pierwsze, w „Wieży milczenia” pojawia się pierwowzór kultowej postaci z nowszej serii Mroza – Joanny Chyłki. Czy to dobrze? To zależy. Z jednej strony cieszę się, że Eveline „ewoluowała” i w prawniczym cyklu postać stanowczej kobiety lubiącej szybkie auta została lepiej wykreowana, a z drugiej szkoda, że postać Chyłki jest właśnie odtworzeniem innej bohaterki.
Po drugie, postaci są pozbawione emocji. Scott nie przeżywa żadnej żałoby. Nie rozpamiętuje Heather. Utrudnia pracę policji i uważa, że on – cywil historyk, będzie skuteczniejszy w działaniu od służb specjalnych. Cóż, może właśnie w taki sposób godził się ze stratą ukochanej, niemniej obraz tego bohatera jest dla mnie najbardziej nie do przyjęcia, a że odgrywa od w „Wieży milczenia”, to utrudniał mi swoją osobą lekturę.

Widać, że Remigiusz Mróz chciał w fabule zamieszać, żeby uzyskać zapierający dech w piersiach zwrot akcji. Na szczęście, w swoich nowszych powieściach zrobi to zdecydowanie lepiej. Moim zdaniem w „Wieży milczenia” tego plątania było za dużo, przez co fabuła wydawała się być nieskładna.

Finalnie, jestem zmęczona lekturą. Nie mogę powiedzieć, że nie interesowało mnie zakończenie, ale do ukończenia książki bardziej motywowała mnie możliwość „odhaczenia” jako przeczytanej pierwszej książki Remigiusza Mroza. Właśnie przez fakt, iż „Wieża milczenia” jest debiutem i przez znajomość innych pozycji tego autora, cieszę się, że mogłam zapoznać się z jego pisarskimi początkami, jednocześnie dostrzegając poprawę na lepsze w innych jego książkach.

Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 
 

piątek, 28 kwietnia 2017

#29 Grzech - Nina Majewska-Brown


Tytuł: Grzech
Autor: Nina Majewska-Brown
Gatunek: kryminał/thriller/obyczajowa
Wydawnictwo: Rebis








„Grzech” nie jest pierwszą powieścią Niny Majewskiej–Brown, za to jest jej debiutem kryminalnym. Czy autorka powieści obyczajowych sprostała wyzwaniu napisania książki z innego, cięższego gatunku? Zapraszam do poznania odpowiedzi na to pytanie w dalszej części wpisu.

Aleksandra jest rozwódką samotnie wychowującą nastoletnią córkę – Monikę. Kobiety nie mają ze sobą łatwo – matkę denerwuje zbytnia swawola córki, a córkę ograniczenia nadawane przez matkę. W życiu nastolatki jednak wydarza się coś, co sprzyja integracji z rodzicielką i pozwala na wspólny wyjazd do spokojnej, małej wsi o nazwie Koniuszki. Aleksandra oczekuje, że odpocznie w tym czasie od zgiełku miasta oraz problemów związanych zarówno z wybrykami córki jak i byłym mężem. Niestety ich wypoczynek wypada wtedy, gdy w Koniuszkach zaczynają dziać się rzeczy, przez które nikt nie może czuć się tam bezpiecznie.

Akcja „Grzechu” osadzona jest w małej wsi, gdzie wszyscy się znają, więc każdy jest specjalistą od życia sąsiada. Czytając tę książkę odczuwa się ten specyficzny klimat wspólnoty, pomimo którego większość z przedstawionych mieszkańców ma swoją mroczną tajemnicę znaną tylko danej osobie. To właśnie owe sekrety są przyczyną nieszczęść spływających na ludzi, na każdego w nieco inny, ale przewrotny dla jego życia sposób.

W „Grzechu” każdy z bohaterów jest dobrze wykreowany, nawet jeżeli chodzi o przykładowe panie sąsiadki, które co jakiś czas pojawiają się w fabule dla samego ubarwienia jej, a nie wniesienia czegoś istotnego. Choć książka nie stroni od łaciny podwórkowej, co przyznaję – momentami przeszkadza, to towarzyszy ona jedynie niektórym postaciom. Po pewnym czasie czytelnik zaczyna traktować przekleństwa jako cechę charakterystyczną dla niektórych bohaterów. Mnie początkowo owe słownictwo przeszkadzało, ale koniec końców jedna z osób, która płynnie posługiwała się bluzgami wzbudziła moją sympatię. Wniosek jest taki, iż w ten sposób nieprzystosowanych bohaterów też da się polubić!

Pokuszę się o stwierdzenie, że „Grzech” początkowo nie wyróżnia się niczym szczególnym, jednak im dalej w fabułę, tym bardziej czytelnik wciągany jest w małomiasteczkowy świat grozy, aby finalnie zostać znokautowanym zakończeniem. Muszę się przyznać, iż przed rozpoczęciem lektury „Grzechu" zdecydowałam się popełnić pewien niepochlebny w sferze czytelników występek – przeczytałam zakończenie książki. Chociaż miałam je w pamięci przez cały czas, to nie przeszkodziło to autorce w trzymaniu mnie w niepewności, a nawet w odczuwaniu dreszczy niepokoju. Oczywiście nie zachęcam do zaglądania na ostatnią stronę przed dotarciem do niej, ale chcę zaznaczyć, iż nawet to nie przeszkodziło Ninie Majewskiej–Brown w budowaniu napięcia.

„Grzech” to książka zdecydowanie godna polecenia. Autorka doskonale wymieszała w niej elementy powieści obyczajowej ze szczyptą kryminału, przez który niejednokrotnie można poczuć ciarki na plecach. Tę pozycję trzeba przeczytać!



Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl