środa, 20 września 2017

#36 Kelner - Przemysław Garczyński




Tytuł: Kelner
Autor: Przemysław Garczyński
Gatunek: kryminał, sensacja
Wydawnictwo: Novae Res







 
„Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”. Niestety ten cytat znajdujący się na jednym z poznańskich murów okazuje się być dla kogoś proroczy, ponieważ zostaje przy nim odnalezione ciało młodego mężczyzny. Jego twarz została oblana kwasem solnym, więc jedynym wyróżniającym go elementem jest jego ubiór - dres kibica Legii Warszawa. Czy przyczyną śmierci mężczyzny była tylko różnica w wynikająca z kibicowania wrogiemu klubowi? I co wspólnego z tą zbrodnią ma tytułowy pracownik restauracji?

„Kelner” jest debiutancką powieścią człowieka dobrze obeznanego w świecie literatury – Przemysława Garczyńskiego, być może bardziej znanego jako recenzent założonego przez siebie serwisu 3telnik.pl . Po książce zdecydowanie widać, że autor wie, czym przyciągnąć czytelnika, jak go zainteresować i skutecznie przykuć go do czytania ;)

Ja – czytelniczka z odwiecznym problemem „gubię się, gdy jest wielu bohaterów”, tutaj tego nie odczuwałam. Autor posłużył się trafnymi metodami, czy to słowem-klucz, czy też  porównaniami, które pozwalały mi na formułowanie poprawnych skojarzeń, związanych nawet z właściwymi postaciami! Ponadto Przemysław Garczyński udowodnił, że nie trzeba opisywać każdego centymetra wyglądu bohatera lub dokonywać jego głębokiej analizy psychologicznej, żeby nie wydawał się on nijaki. Dostałam potrzebne mim informacje, więc czytając „Kelnera” czułam się, jakbym po prostu obserwowała ludzi, a do tego nie potrzebuję za dużo o nich wiedzieć. Przecież w akcji byłam z nimi tu i teraz!

W fabule nie dało się zgubić, ale nie oznacza to, że finał był przewidywalny (tego zdecydowanie nie mogę powiedzieć, bo każdy mój argument został obalony!). Przemysław Garczyński logicznie wprowadza czytelnika w śledztwo, nie wyciągając nagle śladów z rękawa. Czytelnik razem z policjantami przeżywa zarówno wzloty oraz upadki śledztwa i chociaż książka jest krótka, to nic nie jest dla śledczych proste!

Podobało mi się tempo prowadzenia akcji, bo nie było ani za bardzo rozwleczone przez nadmiar podawanych przez debiutującego autora szczegółów bądź inny brak pomysłu na przedłużenie książki, ani nie przebiegała za szybko, ponieważ przykładowo autor nie miał pomysłu jak doprowadzić do pewnego wydarzenia, więc po prostu wprowadza je do fabuły. Piszę o tych dwóch skrajnościach, ponieważ wydaje mi się, że są one częstym błędem w debiutanckich powieściach, a w czasie lektury „Kelnera” żadnej z nich nie doświadczyłam. Widać, że Przemysław Garczyński na co dzień obcuje z literaturą i wyciąga z niej to co dobre dla czytelnika.

Byłam w kropce, gdy spróbowałam ocenić „Kelnera” na skali 1-5. Na pewno zasłużył na mocne 4, ale po chwili zastanowienia stwierdziłam, że w sumie to nie mam się do czego przyczepić (ok, poza weekendem 13-14 czerwca, który moim zdaniem nie mógłby tak wyglądać, oraz brakiem konsekwencji, gdy jedna z postaci nie była w stanie samodzielnie udać się na obciążające psychicznie spotkanie, ale zdołała z niego o własnych siłach wrócić. Jestem w stanie wytłumaczyć to  mechanizmami obronnymi). Nie znam się na pracy policjanta, więc tego na pewno negatywnie nie skomentuję, nawet jeżeli nie została opisana w realny sposób. Nie wiem, nie zauważyłam.
Ostatecznie oceniłam „Kelnera” na 4,5. Ocenę 5 pozostawię na przyszłe książki Przemysława Garczyńskiego, których zdecydowanie będę wyczekiwać.

wtorek, 12 września 2017

#35 Inwigilacja - Remigiusz Mróz


Tytuł: Inwigilacja
Autor: Remigiusz Mróz
Gatunek: thriller/ kryminał/ sensacja
Wydawnictwo: Czwarta Strona








Można powiedzieć, że od połowy lipca regularnie bywam w kancelarii Żelazny i McVay. Mniej więcej wtedy stwierdziłam, że może warto w wakacje nadrobić serię o Chyłce i Zordonie, skoro już pojawiła się informacja o następnym tomie, a ja jestem lekko w tyle.. Więc sięgnęłam po „Rewizję”. A przy okazji 7 read up’u organizowanego przez Wybredną Marudę, zdecydowałam się jeszcze na „Immunitet” i „Inwigilację” O ile przy okazji trzeciego i czwartego tomu nie zaskoczyło mnie nic, na co Remigiusz Mróz nie przygotowałby mnie w innych swoich książkach, tak w przypadku „Inwigilacji” było zupełnie inaczej.

Tym razem do Joanny Chyłki zgłaszają się państwo Lipczyńscy, których syn zaginął kilkanaście lat temu podczas rodzinnych wakacji w Egipcie. Niespodziewanie odnajduje się w Warszawie, jednak nosi inne imię i nazwisko, a także nie przyznaję się do pokrewieństwa z małżeństwem. Dodatkowo okazuje się, że mężczyzna podejrzewany jest o przygotowywanie ataku terrorystycznego w stolicy. Czy prawniczka zdecyduje się bronić osobę, której niewinności tak naprawdę nie jest pewna?

Zacznę od tego, że poszczególne tomy tej serii można czytać niezależnie, bo sporo autor tłumaczy, a nawiązania do poprzednich części nie są dużymi spoilerami, jednak odradzam wyrywkowy sposób czytania cyklu. Zapoznanie się z nią w całości i w odpowiedniej kolejności pozwala na zobaczenie, jak bohaterowie się rozwijają w różnych aspektach. Po przeczytaniu „Inwigilacji” zdecydowanie jestem zdania, że warto było towarzyszyć Joannie i Kordianowi od „Kasacji”, żeby w tym tomie w pełni przeżyć te wszystkie emocje i sytuacje, w które wpakował ich autor.

Wydaje mi się, że dialogi między Chyłką a Kordianem nieco się zmieniły. Nie chodzi mi o brak złośliwości, bo z tego znani są wszyscy bohaterowie wykreowani przez tego autora, ale że te docinki są na wyższym poziomie. Mnie na pewno bawiły o wiele bardziej niż te, które spotkałam w poprzednich książkach Remigiusza Mroza.

W trakcie lektury Inwigilacji zauważyłam u siebie, że sporo odzywek przejęłam od Joanny, zaczęłam też „sprawdzać” swojego męża z wiedzy na temat twórczości Pink Floydów niczym Chyłka testowała Zordona z Maidenów. Zastanawiam się, na ile jest to spowodowane faktem, że w tym tomie rozmowy postaci bardziej mi odpowiadały, a na ile częstotliwością obcowania z nią (jak już wyżej wspomniałam, w dosyć krótkim czasie przeczytałam trzy tomy). Mimo wszystko, fajnie jest doświadczyć takiego przejmowania pewnych cech od fikcyjnej postaci, bo świadczy to o tym, że się z nią zżyłam.

Czy ta część miała jakieś minusy? Pewnie. Były momenty, w których nie rozumiałam motywacji bohaterów, dlaczego zachowują się właśnie w taki sposób i nie do końca zgadzałam się z ich postępowaniem. Traktowałam to jednak jako wychodzenie poza siebie i przyjmowałam, że przecież inni mogą mieć inne sposoby na rozwiązywanie problemów – tak jak to przecież bywa w prawdziwym życiu.


Szokujące zakończenia swoją drogą, jednak rzadko mam tak, żeby od razu sięgać po następny tom danej serii. W przypadku tej konkretnej, mam tak pierwszy raz (i oczywiście nie mogę od razu poznać kontynuacji..). Remigiusz Mróz przez całą książkę coś miesza, czymś zaskakuje. Udało mu się nawet skutecznie mnie wybudzać, gdy zabierałam się za „Inwigilację” tuż po spaniu. A zakończenie? No cóż. Czuję się jak walnięta młotem, ale na szczęście już 23 września będzie premiera następnej części, więc nie muszę długo czekać na ciąg dalszy, a może chociaż do tego czasu nieco otrzeźwieję z tego, co się stało.  

poniedziałek, 4 września 2017

Premiery: wrzesień 2017

Dzień dobry!
Wakacje były dla mnie czasem nadrabiania zaległości książkowych, więc dla własnego bezpieczeństwa w opisy nowości zerkałam tylko jednym okiem. Co prawda rok akademicki nadal przede mną, ale wydawcy jesienną ofertą skutecznie mnie skusili do zapoznania się z nią! Na rynku wydawniczym poza tytułami niepotrzebującymi żadnych promocji, żeby były numerami jeden, pojawi się też kilka interesujących pozycji, o których nie jest głośno. W moim zestawieniu pojawią się książki z obu kategorii i.. chyba sami domyślicie się,  które gdzie należy przydzielić :)



1. Ostatnia prawdziwa love story - Kiely Brendan

Premiera: 13 września
Wydawnictwo: Sonia Draga
Gatunek: literatura młodzieżowa









Opis wydawcy:
Sensem życia jest nauczyć się kochać.
Tak mawia Dziadzio. Dla siedemnastolatków Hendrixa i Corriny, których poza wiekiem łączy jedynie poczucie samotności, brzmi to jak kolejny tekst popowej piosenki, która ma przekonać młodych, że życie tak naprawdę nie jest do kitu. No dobra, a zatem miłość. Jasne.
Sprawa z Corriną wygląda tak – adopcyjni rodzice tłamszą ją, usiłując ukształtować na kogoś zadowalającego i przewidywalnego, kogoś takiego jak oni. A ona kocha muzykę i wypatruje wszelkiej okazji, by się wyrwać i stać tym, kim naprawdę chce. Choć sama jeszcze nie wie kim.
A Hendrix? Hendrix jest fajny. Jest trochę poetą, trochę outsiderem. Jego tata nie żyje, a mama żyje pracą. Jedyną prawdziwą rodziną jest dla niego Dziadzio, który go wychował, ale ten w szybkim tempie przegrywa z Alzheimerem. Hendrix składa dziadkowi niemożliwą do spełnienia obietnicę – że zabierze go na wzgórze, gdzie po raz pierwszy pocałował żonę, nim choroba odbierze mu pamięć o miłości jego życia.
Pewnej upalnej, lipcowej nocy Hendrix i Corrina postanawiają zaryzykować wszystko. Kradną samochód, wyciągają Dziadzia z apartamentów dla seniorów, na tylną kanapę ładują psa zwanego Starym Grzmotem i wyruszają w podróż przez cały kraj z Los Angeles do Nowego Jorku. Ścigani przez rodziców, lekarzy dziadka, a także policję, Hendrix i Corrina mogą na własną rękę się przekonać, czy Dziadzio ma rację twierdząc, że jedynymi historiami, jakie przetrwają są historie miłosne.
(źródło: http://www.soniadraga.pl/produkt/2679/literatura-obyczajowa.html)



2. Drogie życie - Meghan Quinn

Premiera: 13 września
Wydawnictwo: Filia
Gatunek: literatura obyczajowa









Opis wydawcy:
Cztery odważne dusze, które potrzebują wsparcia, stając w obliczu wielkich wyzwań. Program Drogie Życie został stworzony, aby pomóc ludziom takim jak oni wyjść ze strefy komfortu, stawić czoła największym przeszkodom, pokonać demony i... dowieść samym sobie, że są czegoś warci.
Stojąc na rozdrożu pomiędzy ciągłym pragnieniem zdobycia czegoś więcej, a całkowitym zagubieniem, zdecydowali się wziąć udział w tym projekcie. Uczestnictwo w nim zamierzają potraktować jak kolejne postanowienie noworoczne, tym większe jest ich zdziwienie, kiedy dają się porwać szalonej przygodzie, która już na zawsze zmieni ich życie.
Drogie Życie,
prosimy, bądź dla nas dobre.
Z poważaniem,
Hollyn, Jace, Daisy i Carter 
(źródło: http://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/225)



3. Kawa. Instrukcja obsługi najpopularniejszego napoju na świecie - Ika Graboń

Premiera: 27 września
Wydawnictwo: Otwarte
Gatunek: hobby/kulinaria









Opis wydawcy
Podobno w żyłach lekarzy płynie kawa, programiści zamieniają kofeinę w kod, a technicy laboratoryjni rodzą się z kubkiem kawy w dłoni. Kawa to najpopularniejszy napój na świecie. Wielu z nas nie może bez niej żyć: niektórzy zadowalają się rozpuszczalną zalewaną wrzątkiem, inni nie mogą się obyć bez ekspresu do kawy, są też i tacy, którzy weszli na wyższy poziom wtajemniczenia i przepadają za arabicą z chemexa.
Z tej książki dowiesz się, co naprawdę przyciąga nas do kawy, co wpływa na jej smak, czym jest sensoryka i cupping. Podpowiemy, jak znaleźć tę odpowiednią, ulubioną, jedyną oraz wyjaśnimy, na czym polegają alternatywne sposoby parzenia i jakie są ich supermoce. Jeśli nudzi cię już twoja mała czarna lub chcesz poznać lepiej swój obiekt pożądania, zapraszamy w podróż do świata specialty coffee, papierowych filtrów i Trzeciej Fali Kawy. Oto obowiązkowa pozycja na półce każdego kawosza.
(źródło: http://otwarte.eu/book/kawa-instrukcja-obslugi-najpopularniejszego-napoju-na-swiecie)


4. Oskarżenie - Remigiusz Mróz

Premiera: 27 września 
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Gatunek: kryminał/sensacja









Opis wydawcy
Od serii brutalnych morderstw pod Warszawą minęły cztery lata. Sprawcę ujęto, skazano, a potem osadzono w więzieniu. Dowody wskazujące na dawną legendę „Solidarności” były nie do podważenia. Mimo to pewnego dnia mecenas Joanna Chyłka otrzymuje list od żony skazańca, w którym kobieta twierdzi, że odkryła nowe dowody na niewinność męża. Prawniczka przypuszcza, że to jedna z wielu spraw, którym nie warto poświęcać uwagi… Przynajmniej do czasu, aż kobieta ginie, a materiał DNA jednej z ofiar zabójcy zostaje odnaleziony w innym miejscu przestępstwa. W dodatku wszystko wydaje się w jakiś sposób związane z Kordianem Oryńskim… 
(źródło: http://czwartastrona.pl/oskarzenie/)


Tym, którzy wrócili do szkoły, życzę spokojnego wejścia w naukę, a studentom radości z ostatniego wolnego miesiąca. Pięknego września, Moliki!

piątek, 18 sierpnia 2017

#34 Ocalić Grace - Jane Green


Tytuł: Ocalić Grace
Autor: Jane Green
Gatunek: powieść obyczajowa/literatura kobieca
Wydawnictwo: Sonia Draga








Grace Chapman – ikona stylu, kobieta sukcesu, redaktorka w wydawnictwie kulinarnym, a także szefowa kuchni na pełen etat w ośrodku dla rodzin potrzebujących. Żadna z tych ról nie definiuje w stu procentach tego, kim kobieta tak naprawdę jest. Najbardziej zajmującym zadaniem dla Grace jest bycie żoną Teda Chapmana, powieściopisarza, którego każda nowa książka jest bestsellerem. Co za tym idzie – kobieta jest nieodłącznym elementem jego życia w splendorze i doskonałą towarzyszką w wystawnych przyjęciach z udziałem innych znanych osobistości. Sielanka w życiu Grace trwa, ale do czasu, aż pojawia się kobieta, która odbiera jej osobowość.

„Ocalić Grace” było moim pierwszym spotkaniem z książkami popularnej Jane Green. Przed lekturą spotkałam się z opinią, iż tworzone przez autorkę profile bohaterek są autentyczne, każda z kobiet może odnaleźć w nich cząstkę siebie (nawet w „ikonie stylu”, którą jest Grace). Chociaż nie zaczytuję się w literaturze kobiecej, a „Ocalić Grace” do tego gatunku należy zakwalifikować, to jest w niej coś niepokojącego, co mnie – czytelniczkę kryminałów i gatunków „mocniejszych” przyciągnęło. Konkretnie był to główny wątek powieści, przez który główna bohaterka w podstępnym działaniu osoby trzeciej stopniowo traciła wszystko, co było dla niej ważne. Zważając na fakt, iż Jane Green potwierdziła, iż umie wykreować prawdziwe postacie, było to tym bardziej niepokojące, ponieważ autorka w bardzo realistyczny sposób zburzyła sielankowe życie głównej bohaterki. Czytając tę książkę zastanawiałam się, do czego będzie zdolna posunąć się owa negatywna postać. Byłam zaskoczona jej spójnym zachowaniem oraz tym, że każde posunięcie zostało logicznie wytłumaczone.

Ciekawym dodatkiem do niektórych rozdziałów są przepisy potraw, które zostały w nim wspomniane. Najwidoczniej autorka czuła się zobowiązana wobec czytelników do przybliżenia im, w jaki sposób wielka fanka gotowania, jaką jest Grace, przygotowuje smakołyki. Dlatego też czytelnik ma możliwość przygotować zarówno taki przysmak jak miodowo-imbirowy kurczak czy eton mess według przepisu popularnej (przynajmniej w wykreowanym świecie) szefowej kuchni.

Po lekturze „Ocalić Grace” rozumiem, dlaczego nawet dla takiego laika w świecie literatury kobiecej jak ja, nazwisko tej autorki nie było obce. Tę pozycję polecam czytelniczkom poszukującym pozycji ambitnej, ze zdecydowanym dodatkiem dramatu i cięższej historii.  


Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl

czwartek, 10 sierpnia 2017

#33 Chórzystki - Jennifer Ryan


Tytuł: Chórzystki
Autor: Jennifer Ryan
Gatunek: powieść obyczajowa/historyczna
Wydawnictwo: Czarna Owca








„W radio ogłosili, że pisanie pamiętnika w tym trudnym czasie doskonale wpływa na wytrwałość, więc postanowiłam, że będę notować wszystkie swoje myśli i marzenia w starym szkolnym zeszycie.”

26 marca 1940 dla wielu mieszkańców Chilbury jest dniem niezwykle smutnym, ponieważ wtedy miał miejsce ostatni występ Chóru Chilburskiego. Przyczyną tego jest pukająca do drzwi Anglii wojna, przez którą śpiewający mężczyźni zostają wezwani do pomocy na froncie. Kobiety pozostają same – zarówno bez mężów i synów, jak i bez możliwości realizowania swojej pasji. Na szczęście dosyć szybko przychodzi temu kres, ponieważ w miasteczku pojawia się panna Trent, dla której brak mężczyzn nie jest żadną przeszkodą. Podejmuje działanie uchodzące w oczach chórzystek za rewolucyjne i staje na czele.. Chilburyjskiego Chóru Żeńskiego!

Wydarzenia poznajemy dzięki czterem kobietom, które łączy tylko jedno – są chórzystkami owego chóru. Dwie z nich – Kitty oraz pani Tilling, zasłyszały w radiu, iż w sytuacji, w której znalazła się Anglia, dobre jest pisanie pamiętnika, co też zaczynają praktykować. Inne dwie kobiety – Venetia oraz panna Paltry, piszą listy do bliskich sobie osób, w których opisują życie miasteczka. Czasami autorka przedstawia sytuację również z perspektywy innych bohaterów, jednak regularnie widzimy ją oczami wyżej wymienionych kobiet. Bohaterki różnią się od siebie wiekiem czy zawodem, jednak każda z nich wzbudza sympatię. Nie miałam tak, że czytając fragmenty pisane przez którąś z nim, męczyłam się.

Zdecydowałam się przeczytać tę książkę, ponieważ sama też jestem chórzystką, ale przyznaję, że przed rozpoczęciem lektury odrzucał mnie czas, w którym dzieje się akcja, czyli II wojna światowa. Nie powiem, że wydarzenia te nie mają znaczenia dla fabuły, ponieważ gdyby nie wojna, to same tytułowe kobiety nie zostałyby wyłonione wśród mieszkańców Chilbury, ale tak naprawdę nie jest to wydarzenie, wokół którego toczy się życie postaci. Owszem, są fragmenty, w których daje o sobie znać i rzeczywiście dotyka bohaterów, jednak w moim odczuciu fabuła krąży wokół pasji – śpiewaniu.

Nie masz nic wspólnego z muzyką? Nie szkodzi. „Chórzystki” są opowieścią z drugim dnem. Pokazuje ona, jak ważne jest mieć coś „swojego”, co pozwoli zapomnieć o codzienności, a także o nieświadomym budowaniu wspólnoty z osobami, które dzielą pasję z nami.

W czasie lektury „Chórzystek” towarzyszyła mi zarówno radość, jak i smutek, jednak przy zdecydowanej większości fabuły uśmiech nie schodził mi z twarzy. Książkę pochłania się praktycznie „na raz”, ale zdecydowanie nie jest ona banalna, pozbawiona morału. Polecam do zapoznania się z nią, zwłaszcza kobiety. Myślę, że każda z nas odnajdzie w niej sytuację, z którą mogłaby się utożsamić.


Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 



środa, 2 sierpnia 2017

#32 Druga strona miasta - Karolina Szewczykowska


Tytuł: Druga strona miasta
Autor: Karolina Szewczykowska
Gatunek: kryminał
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka








Lubię eksperymentować i w ciemno sięgać po książki nieznanych mi autorów (ostatnio zwłaszcza polskich) z gatunku kryminału. Może to trochę masochizm psychiczny, ale lepiej czyta mi się powieści, których fabuła dzieje się w Polsce. W przypadku tej książki - na warszawskich ulicach. Z takich pobudek sięgnęłam po „Drugą stronę miasta”, debiutancką powieść Karoliny Szewczykowskiej – prawniczki i pasjonatki literatury. Czy pasja wystarczy, aby napisać dobrą powieść kryminalną?

W dniu premiery aktorka warszawskiego teatru – Luiza Orłowicz, zostaje odnaleziona martwa w swoim domu. Pomimo częstych odwiedzin przez rodzinę i znajomych, które miały miejsce tego dnia, nikt nic nie wie, nikt nie zauważył niczego i nikogo niepokojącego. Czy ktoś był zazdrosny o sukcesy Luizy? A może demony przeszłości ponownie dopadły rodzinę Orłowiczów?

Uważam za ciekawy zabieg poznawania historii zmarłej bohaterki, jej myśli oraz odczuć, ponieważ poznajemy kobietę z pisanych przez nią notatek (świadomie nie używam słowa „pamiętnik”, ponieważ Luiza wypiera się uprawiania takiej formy). Kobieta opisuje w nich sesje psychoterapeutyczne, na które uczęszczała przez rok, oraz poruszane na nich problemy. Aktorka miała ciężkie życie, więc każdy wpis również jest poruszający, ale także niecelowo przybliżający czytelnika do rozwiązania zagadki jej śmierci.

Do lektury "Drugiej strony miasta" podchodziłam dwukrotnie. Za pierwszym razem ledwo po stu stronach musiałam ją przerwać, ponieważ czułam się przytłoczona nadmiarem bohaterów i dosyć niewyraźnym zarysem ich osobowości. Za drugim razem wiedziałam, że aby nie polec już na początku, muszę zwracać więcej uwagi na podarowane mi przez autorkę szczegóły, które pomogą mi odróżnić bohaterów. Przyznaję, było lepiej, choć do ostatniej strony zdarzało mi się zastanowić, kim jest wprowadzona postać.

Styl Karoliny Szewczykowskiej jest prosty, pozwala na szybkie przeczytanie książki. Widać, że jest to powieść debiutancka. Autorka miała dobry pomysł zarówno na fabułę, jak i na finał głównego wątku, jednak wydaje mi się, że „po drodze” chciała zagwarantować czytelnikom za dużo atrakcji, za bardzo namieszać w głowach wątkami pobocznymi. Odkrywanie kolejnych, niepokojących wydarzeń z przeszłości obiecuje czytelnikowi więcej napięcia, które w moim przypadku niestety skutkowało irytacją, ponieważ na przykład wątek, który dotychczas pojawiał się co chwilę, został „zapominany” na następne kilkadziesiąt stron, aby opisowi finału poświęcić zaledwie jeden akapit.

Niestety problemem było także zaznaczanie bohaterów biorących udział w danej scenie, ponieważ nazwiska postaci w niej uczestniczącej pojawiały przeważnie jedynie na początku wydarzenia. Imion nie można było odnaleźć nawet w dialogach, tam widniały jedynie wskazówki dotyczące płci. Często musiałam także „wyliczać”, która kwestia należy do którego rozmówcy.

A odpowiadając na pytanie, które postawiłam na początku recenzji: do napisania dobrego kryminału pasja nie wystarczy. Powiem szczerze, że pomimo niedociągnięć w „Drugiej stronie miasta” coś mnie kusi, aby przeczytać kolejną powieść Karoliny Szewczykowskiej – o ile taka powstanie. Myślę, że autorka miałaby na nią pomysł, a do poprawy jej warsztatu podchodzę z nadzieją.  

czwartek, 22 czerwca 2017

#31 Zdobyć to, co tak ulotne - Beatrice Colin


Tytuł: Zdobyć to, co tak ulotne
Autor: Beatrice Colin
Gatunek: powieść obyczajowa
Wydawnictwo: W.A.B.








Jamie Arrol razem ze swoją nastoletnią siostrą – Alice oraz z jej guwernantką – Cait Wallace odbywają podróż do Paryża. Podczas lotu balonem zapoznają Emila Nouguier, przedstawiciela bohemy oraz inżyniera, który pracuje przy budowie dzisiejszego symbolu Francji – Wieży Eiffela. Mężczyzna oczarowuje sobą całe towarzystwo, jednak każdą osobę z innego powodu. W tym krótkim czasie szczególny kontakty udaje mu się nawiązać z Cait. W powietrzu różnice międzyklasowe wydają się nie mieć znaczenia, lecz po powrocie na ziemię relacja ta nadal będzie miała szansę na rozwój?

Ta książka nie jest zła, ale nie do końca został wykorzystany jej potencjał. Przyznaję, że gdyby nie opis z okładki, to nie potrafiłabym wskazać najważniejszych bohaterów, ponieważ wszystko działo się wokół wszystkich. Przez to odczuwam niedosyt – uważam, że niektóre wątki (w tym takie, które mogłabym uważać za "główne", ale o tym, dlaczego słowo to ujęłam w cudzysłów, napiszę później) zostały potraktowane po macoszemu, bo zostały tylko zaznaczone, ale bez wdawania się w szczegóły. Mam wrażenie, że autorka zdała płaską relację z życia pewnych osób, które znalazły się w pewnym miejscu.

Wracając do głównego wątku książki. Gdybym sama z siebie miała określić, co nim tak właściwie było, to miałabym z tym problem. Na szczęście tutaj również wydawca wspomógł mnie wskazówką znajdującą się w opisie na okładce książki. Moim zdaniem wątek relacji pomiędzy Cait a Emilem został nieco zakopany pod innymi wydarzeniami zawartymi w książce, jakby toczył z nimi walkę – niby się pojawia, ale nigdy nie mógł wygrać z nimi, aby zdobyć miano wiodącego.

O czym moim zdaniem jest ta powieść? O relacjach – jak najbardziej. O problemach związanych z przynależnością do różnych klas, a chęcią bycia ze sobą. O trudności nawiązywania relacji, gdy chce się być osobą zauważoną i docenioną i o cenie, którą należy za to zapłacić.

Odejście od lektury "Zdobyć to, co tak ulotne" nie było dla mnie problemem. Mniej więcej od połowy przestałam wierzyć, że wskaże mi problem, nad którym warto będzie się zatrzymać, zastanowić. Niestety, sama powieść również kończy się bez puenty.

Nie miałam rozrywki z czytania tej powieści, traktowałam ją jako wypełniacz czasu oraz jako kolejną pozycję, którą mogę dopisać do książek przeczytanych. Na pewno do niej nie wrócę, chociaż myślę, że nie będę potrzebować wiele czasu, aby zapomnieć, o czym ona tak właściwie traktowała.

Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 

czwartek, 8 czerwca 2017

Majowy book haul i WTK 2017!

Hej, hej!
Nie było mnie tu cały miesiąc, ale okazało się, że blog nie zarósł pajęczynami i w prosty sposób udało mi się do niego dostać :D
Przyznaję, że ten rok jest dla mnie wyjątkowo ciężki jeżeli chodzi o czytanie (obecnie jest za mną tylko 15 książek! -,-), za to w kupowaniu nadal jestem całkiem niezła. W maju z okazji Warszawskich Targów Książki (o których też w tej notce przemycę słów kilka) trafiło do mnie kilka nowych pozycji, Jeżeli jesteście ciekawi, co zasiliło moje stosy wstydu, zapraszam dalej! :)


A zakupowy maj zaczął się od nowego Forsta, czyli „Deniwelacji" autorstwa Remigiusza Mroza. Odkąd świat dowiedział się o kontynuacji trylogii z komisarzem, bardzo nie mogłam doczekać się tej pozycji! Jednak z powodu braku czasu, nadal nie jestem szczęśliwą osobą, która zapoznała się z jego dalszymi losami..

A po prawej stosik, z którym poszłam do pana Mroza do podpisu na WTK :D


Przed WTK udało mi się kupić pierwszą część z Kolekcji Mistrza Grozy, czyli „Misery". Swoją drogą, jestem zachwycona oprawą tych książek! Ładne wydanie w przystępnej cenie.. nie mogę doczekać się, aż uzbieram nieco więcej tytułów z tej serii, żeby (oczywiście tylko przy okazji :D) w skromnym gronie (bo planuję kupić jedynie 5-6 powieści) mogły ładnie prezentować się na mojej półce!



Idąc niechronologicznie - po Targach od Wydawnictwa Poznańskiego trafił do mnie egzemplarz „Rekina i barana" autorstwa Marty i Adama Biernatów. Książka jest naprawdę magiczna..
A od wydawnictwa Filia Mroczna Strona dostałam egzemplarz „Szóstego okna" Rachel Abbott. Jestem już po lekturze i przyznaję, że autorka jest niezawodna w swoim gatunku.


.

Nadszedł czas na zakupy poczynione na Warszawskich Targach Książki, Jeżeli chodzi o samą organizację wydarzenia - jestem zadowolona. Na WTK byłam trzeci raz, więc już wiedziałam, że nie ma co spodziewać się rewelacyjnych promocji u wydawnictw (no, może poza SQN-ową promocją 3 książki w cenie 2 oraz -50% na niektóre tytuły u Czarnej Owcy). Wydarzyło się jednak coś, przez co tegoroczne Targi górują nad poprzednimi edycjami, a mianowicie:
- mogłam poznać osoby, które widziałam wcześniej jedynie na Instagramie, przez co idąc z tłumem nie rozglądałam się tylko za książkami, ale głównie za znajomymi twarzami - czy to właśnie z profilów, czy zapoznanych w poprzednie dni na Targach. Miło jest mieć też taki "cel", dziękuję :)
- znalazłam stoisko Epik Page, którego zarówno w Warszawie jak i w Krakowie skutecznie nie zauważałam :D

Ale wracając do targowych zakupów, które z jednym wyjątkiem zrobiłam jedynie na stoiskach antykwariatów.

„Harry Potter i Przeklęte Dziecko" - Jack Thorne
Skoro już minęła fala na ten scenariusz, to w końcu mogę wyrobić sobie swoją opinię na jego temat. W dodatku baaardzo skusiła mnie cena za wydanie w twardej oprawie.

„Upiory" - Jo Nesbo
Żałuję, że nie znalazłam więcej książek tego autora, bo po przeczytaniu Pragnienia i Krwi na śniegu jestem nim zachwycona i zdegustowana swoim zaniechaniem wcześniejszego sięgnięcia po jego powieści.

„Wampiraci: Czarne serce" - Justin Somper
Jako dziecko bardzo lubiłam ten cykl, jednak doszłam tylko do trzeciej części. Pod koniec ubiegłego roku udało mi się dokupić wszystkie części poza tą. Gdy zobaczyłam ją na jednym z regałów, zdecydowanie nie mogłam odpuścić sobie tego zakupu!

„Nowe przygody Mikołajka" - Rene Goscinny
Również powrót do dzieciństwa. Nie był to zakup pierwszej potrzeby, ale.. przecież to Mikołajek!
(tak, na zdjęciu to ta książka widmo)



Książki Jonathana Carrolla kupiłam przypadkiem i tylko przez swoją nieuwagę. Gdybym ogarnęła wcześniej, że ten lubiany przeze mnie autor będzie w tym roku na WTK, to na pewno zabrałabym ze sobą z domu trzy jego książki. Ale o jego obecności dowiedziałam się, gdy już byłam w pociągu, przez co do mojej biblioteczki trafiło „Muzeum psów" i „Całując ul". Zdecydowałam się też na zakup własnego egzemplarza „Krainy Chichów", ponieważ czytałam egzemplarz mamy, a powieść ta wywarła na mnie tak duże wrażenie, że koniecznie musiałam mieć ten swój, do tego - podpisany!

Uff! Stos się skończył. Mam nadzieję, że nie będzie długo nosił miana "stosu wstydu", jednak czerwiec pod względem obowiązków absolutnie tego nie wróży. Niemniej - trzymajcie kciuki! :)

czwartek, 4 maja 2017

#30 Wieża milczenia - Remigiusz Mróz


Tytuł: Wieża milczenia
Autor: Remigiusz Mróz
Gatunek: kryminał
Wydawnictwo: Damidos








Heather i Scott rozpoczynają nowe życie, w nowym mieszkaniu, w nowym mieście. Ten etap ich wspólnego życia jednak nie trwa długo, ponieważ pewnego wieczoru zostaje odnalezione ciało dziewczyny. W sprawie morderstwa kobiety prowadzone są dwa równoległe śledztwa – jednemu z nich patronuje detektyw Evelyn Thomsen, a drugim zajmuje się sam partner Heather, były wykładowca uniwersytecki wątpiący w to, iż praca służb może zakończyć się powodzeniem. Który z zespołów jako pierwszy odnajdzie morderce i czy zdoła to zrobić, zanim zginie więcej osób?

„Wieża milczenia” nie jest złą książką, jednak jeżeli ktoś oczekuje, iż każda książka opatrzona nazwiskiem Remigiusza Mroza będzie dobrą pozycją, to może być rozczarowany. Widać, że jest to debiut. Autor ma tendencje do opisywania niektórych sytuacji w sposób podręcznikowy. Rozumiem motywację, ponieważ pewnie miało to na celu pełniejsze wyobrażenie sobie przez odbiorcę pewnych scen, jednak w moim odbiorze zabieg ten skutecznie hamował akcję. Remigiusz Mróz zagłębiał się też w życiorysy bohaterów pobocznych, których historia nie odgrywała żadnego znaczenia w fabule, przez co zamiast gnać za akcją, zapoznawałam się ze zbędnymi informacjami na temat postaci.

Niestety, jestem zmuszona negatywnie skomentować bohaterów tej książki.
Po pierwsze, w „Wieży milczenia” pojawia się pierwowzór kultowej postaci z nowszej serii Mroza – Joanny Chyłki. Czy to dobrze? To zależy. Z jednej strony cieszę się, że Eveline „ewoluowała” i w prawniczym cyklu postać stanowczej kobiety lubiącej szybkie auta została lepiej wykreowana, a z drugiej szkoda, że postać Chyłki jest właśnie odtworzeniem innej bohaterki.
Po drugie, postaci są pozbawione emocji. Scott nie przeżywa żadnej żałoby. Nie rozpamiętuje Heather. Utrudnia pracę policji i uważa, że on – cywil historyk, będzie skuteczniejszy w działaniu od służb specjalnych. Cóż, może właśnie w taki sposób godził się ze stratą ukochanej, niemniej obraz tego bohatera jest dla mnie najbardziej nie do przyjęcia, a że odgrywa od w „Wieży milczenia”, to utrudniał mi swoją osobą lekturę.

Widać, że Remigiusz Mróz chciał w fabule zamieszać, żeby uzyskać zapierający dech w piersiach zwrot akcji. Na szczęście, w swoich nowszych powieściach zrobi to zdecydowanie lepiej. Moim zdaniem w „Wieży milczenia” tego plątania było za dużo, przez co fabuła wydawała się być nieskładna.

Finalnie, jestem zmęczona lekturą. Nie mogę powiedzieć, że nie interesowało mnie zakończenie, ale do ukończenia książki bardziej motywowała mnie możliwość „odhaczenia” jako przeczytanej pierwszej książki Remigiusza Mroza. Właśnie przez fakt, iż „Wieża milczenia” jest debiutem i przez znajomość innych pozycji tego autora, cieszę się, że mogłam zapoznać się z jego pisarskimi początkami, jednocześnie dostrzegając poprawę na lepsze w innych jego książkach.

Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 
 

piątek, 28 kwietnia 2017

#29 Grzech - Nina Majewska-Brown


Tytuł: Grzech
Autor: Nina Majewska-Brown
Gatunek: kryminał/thriller/obyczajowa
Wydawnictwo: Rebis








„Grzech” nie jest pierwszą powieścią Niny Majewskiej–Brown, za to jest jej debiutem kryminalnym. Czy autorka powieści obyczajowych sprostała wyzwaniu napisania książki z innego, cięższego gatunku? Zapraszam do poznania odpowiedzi na to pytanie w dalszej części wpisu.

Aleksandra jest rozwódką samotnie wychowującą nastoletnią córkę – Monikę. Kobiety nie mają ze sobą łatwo – matkę denerwuje zbytnia swawola córki, a córkę ograniczenia nadawane przez matkę. W życiu nastolatki jednak wydarza się coś, co sprzyja integracji z rodzicielką i pozwala na wspólny wyjazd do spokojnej, małej wsi o nazwie Koniuszki. Aleksandra oczekuje, że odpocznie w tym czasie od zgiełku miasta oraz problemów związanych zarówno z wybrykami córki jak i byłym mężem. Niestety ich wypoczynek wypada wtedy, gdy w Koniuszkach zaczynają dziać się rzeczy, przez które nikt nie może czuć się tam bezpiecznie.

Akcja „Grzechu” osadzona jest w małej wsi, gdzie wszyscy się znają, więc każdy jest specjalistą od życia sąsiada. Czytając tę książkę odczuwa się ten specyficzny klimat wspólnoty, pomimo którego większość z przedstawionych mieszkańców ma swoją mroczną tajemnicę znaną tylko danej osobie. To właśnie owe sekrety są przyczyną nieszczęść spływających na ludzi, na każdego w nieco inny, ale przewrotny dla jego życia sposób.

W „Grzechu” każdy z bohaterów jest dobrze wykreowany, nawet jeżeli chodzi o przykładowe panie sąsiadki, które co jakiś czas pojawiają się w fabule dla samego ubarwienia jej, a nie wniesienia czegoś istotnego. Choć książka nie stroni od łaciny podwórkowej, co przyznaję – momentami przeszkadza, to towarzyszy ona jedynie niektórym postaciom. Po pewnym czasie czytelnik zaczyna traktować przekleństwa jako cechę charakterystyczną dla niektórych bohaterów. Mnie początkowo owe słownictwo przeszkadzało, ale koniec końców jedna z osób, która płynnie posługiwała się bluzgami wzbudziła moją sympatię. Wniosek jest taki, iż w ten sposób nieprzystosowanych bohaterów też da się polubić!

Pokuszę się o stwierdzenie, że „Grzech” początkowo nie wyróżnia się niczym szczególnym, jednak im dalej w fabułę, tym bardziej czytelnik wciągany jest w małomiasteczkowy świat grozy, aby finalnie zostać znokautowanym zakończeniem. Muszę się przyznać, iż przed rozpoczęciem lektury „Grzechu" zdecydowałam się popełnić pewien niepochlebny w sferze czytelników występek – przeczytałam zakończenie książki. Chociaż miałam je w pamięci przez cały czas, to nie przeszkodziło to autorce w trzymaniu mnie w niepewności, a nawet w odczuwaniu dreszczy niepokoju. Oczywiście nie zachęcam do zaglądania na ostatnią stronę przed dotarciem do niej, ale chcę zaznaczyć, iż nawet to nie przeszkodziło Ninie Majewskiej–Brown w budowaniu napięcia.

„Grzech” to książka zdecydowanie godna polecenia. Autorka doskonale wymieszała w niej elementy powieści obyczajowej ze szczyptą kryminału, przez który niejednokrotnie można poczuć ciarki na plecach. Tę pozycję trzeba przeczytać!



Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 
 

czwartek, 6 kwietnia 2017

Wiosenny TBR blogerów!

Hej!
Wiosna jest już z nami na dobre, w związku z czym warto coś na ten kwitnący czas zaplanować! Jak na książkoholików przystało, każdy powód jest dobry do tworzenia postanowień związanych z czytaniem.
Razem z kilkoma blogerkami książkowymi chcemy podzielić się z Wami lekturami, po które same chcemy sięgnąć w najbliższym czasie.
Dziewczynom serdecznie dziękuję za współtworzenie TBRu, a Was zapraszam do zapoznania się z pozycjami, które proponujemy przeczytać tej wiosny! :)


Propozycja Klaudii (Zaksiążkowana): 
Ściana burz - Ken Liu


Wydaje się niemożliwością wybrać tylko jedną książkę, którą planuję przeczytać tej wiosny, ale jest taka jedna, której premiery wyczekuję z utęsknieniem, a mowa tu o "Ścianie burz", kontynuacji "Królów Dary" Kena Liu. Pierwszy tom serii to z pewnością jedna z najlepszych fantasy, jakie kiedykolwiek przeczytałam, dlatego jestem ogromnie ciekawa, jak wypadnie tom drugi. Powieść oparta na kulturze orientalnej, zachwyciła mnie swoim klimatem oraz dokładnością w zarysowaniu świata przedstawionego. Porywa i fascynuje czytelnika, a jednocześnie angażuje go w rozgrywające się wydarzenia. Polityka, kwestie moralne oraz dylematy związane z człowieczeństwem - tego w tej książce nie brakuje. Dzięki barwnym bohaterom, Ken Liu pokazał również, jak władza jest w stanie zmienić człowieka. Jeśli ujęło Was tolkienowskie Śródziemie, z pewnością pokochacie Wyspy Dary. Ja już nie mogę doczekać się, aż znów zagłębię się w sprawy cesarstwa i będę przeżywać wydarzenia wraz z bohaterami, dlatego odliczam dni do premiery ;)



Propozycja Kasi (Życie blondynki): 
Kolejność - Hubert Hender


Cześć! Z tej strony Kasia, możecie mnie znać z instagrama jako @kasiareads. Prowadzę od niedawna bloga (życieblondynki) i co pewnie was nie zdziwi – uwielbiam czytać książki! :D
Kasia zaprosiła mnie do współtworzenia tego posta, w którym mamy przedstawić tą książkę, którą przeczytamy tej wiosny. Bardzo serdecznie jej dziękuję, że mam możliwość dodania czegoś od siebie do tak cudownego projektu! Nie przedłużając, przedstawiam Wam pozycję, która jest już na mojej półce od dłuższego czasu.

Opis:
Jeden z górników pracujących w kopalni w Kowarach zostaje bestialsko zamordowany w zupełnych ciemnościach. Mężczyzna nie potrafi zidentyfikować swojego oprawcy, nie jest w stanie uciec, a jego ostatnim uczuciem jest obezwładniający strach. Wkrótce pojawiają się następne ciała, wszystkie ponumerowane w osobliwy sposób.
Do śledztwa zostają przydzieleni komisarz Iwanowicz z jeleniogórskiej komendy i jego młodszy kolega, podkomisarz Gawłowski. Próbują ustalić, kto brutalnie zabija kolejnych mężczyzn, i desperacko starają się przerwać ponury cykl.
Iwanowicz, dręczony wspomnieniami, od których nie jest w stanie uciec, prowadzi śledztwo po omacku. We wszechobecnym mroku pobłyskują jedynie niewyraźne światła okolicznych miast.

Dlaczego chcę przeczytać?
Uwielbiam kryminały i po opisie wnioskuję, że nie będę mogła oprzeć się tej historii. Dostałam tę książkę od mojej przyjaciółki na urodziny, od tego czasu minęło już kilka miesięcy, więc chyba przyszedł czas, żeby się z nią za poznać. 



Propozycja Klaudii (Porozmawiajmy o książkach): 
Koneser - Joanna Opiat-Bojarska


Książka, którą planuję przeczytać tej wiosny jest 'Koneser' Joanny Opiat-Bojarskiej. W styczniu tego roku zapoznałam się już z pierwszym tomem serii o Burzy i Młodym, który bardzo mi się podobał! Jeśli wezmę pod uwagę fakt, że akcja 'Konesera' dzieje się w moich okolicach, to chyba nie może być lepszego początku tegorocznej wiosny, niż wybrać się w niebezpieczną podróż po terenach dobrze mi znanych. Spodziewam się, że tom drugi utrzyma świetny poziom pierwszej części! W końcu Opiat-Bojarska to mistrzyni kryminalnych historii, dlatego pozostaje mi tylko zaczytać się pysznie w 'Koneserze' i powitać wiosnę z tą mroczną historią!


(Pssst! Klaudia już zrealizowała swój wiosenny plan, więc jej recenzję "Konesera" możecie przeczytać klikając TUTAJ)



Moja propozycja: 
Zdobyć to, co tak ulotne - Beatrice Colin


Od mniej więcej roku jestem zaczytana w kryminałach. Jest to gatunek, po który zdecydowanie sięgam najczęściej. Uważam jednak, że na wiosnę, czyli czas będący nowym początkiem w przyrodzie, warto sięgnąć po coś innego i być może pozwolić zakwitnąć miłości do innego gatunku bądź po prostu do konkretnego czasu opisywanego w literaturze. Przez "Zdobyć to, co tak ulotne" spróbuję zakochać się Paryżu z XIX wieku, czyli zarówno i miejscu, i czasie, które na co dzień w żaden sposób nie są mi bliskie. No i jeszcze przez fakt, iż jest to powieść obyczajowa z wątkiem miłosnym, ale też poruszająca problem różnic społecznych oraz miejsca kobiet w ówczesnym świecie.. Same zmiany! :)



Dziewczynom jeszcze raz dziękuję za współpracę, a Was pytam: jakie są Wasze czytelnicze plany na wiosnę? :)

środa, 29 marca 2017

#28 Pragnienie - Jo Nesbø


Tytuł: Pragnienie
Autor: Jo Nesbø
Gatunek: thriller, kryminał
Wydawnictwo: Dolnośląskie








„Pragnienie” jest jedenastym tomem z cyklu o Harrym Hole. Dla niektórych – wyczekiwany ciąg dalszy, dla mnie – pierwsze spotkanie z popularnym autorem, którego nazwisko w bibliotece widziałam jedynie w katalogu, nigdy na grzbiecie książki stojącej na półce. A przecież to o czymś świadczy. I rzeczywiście – czytelnicy mieli rację.

Elise Hermansen po nieudanej randce z mężczyzną poznanym na Tinderze wraca do mieszkania, w którym mieszka sama. Na poprawę nastroju po niefortunnym wieczorze, kobieta ponownie oddaje się poszukiwaniom partnera na portalu randkowym. Kiedy słyszy dźwięk sygnalizujący sparowanie jej z kimś z bliskiej okolicy, Elise odczuwa szczęście. Niestety, niemal natychmiastowo przemienia się ono w strach, ponieważ kobieta nie podejrzewała, że usłyszany sygnał nie będzie pochodzić z jej telefonu, ani że „niedaleka odległość” nie będzie oznaczać sąsiedniego pokoju jej własnego mieszkania. Gdy na miejscu zjawia się policja, zastają tylko Elise z przegryzioną szyją.

Pragnienie” to mój jeden wielki zachwyt, a tym samym odkrycie nowego autora życia. Jo Nesbø zagwarantował takie zwroty akcji, że po skończeniu lektury nie wiedziałam, do której strony mam wrócić, żeby naprostować swoje podążanie za fabułą w nowym świetle (swoją drogą, wróciłam do początku i tam też czekała na mnie niespodzianka).

Kolejnym atutem (choć nie jest to pozytywem w przypadku każdej sceny) jest obrazowość, z jaką Jo Nesbø opisuje sytuacje. W czasie lektury bez problemu byłam w stanie odtwarzać kolejne wydarzenia przedstawione w książce. Niestety, włączając w to również sceny drastyczne.

Jo Nesbø skradł moje serce nie tylko budowaniem nastroju, ale też postacią Hallsteina Smitha – psychologa prowadzącego terapie, ale zainteresowanego wampirystami, czyli ludźmi osiągającymi zaspokojenie poprzez picie krwi. Człowiek ten jest prawdziwym pasjonatem w swojej działce, a przy okazji członkiem grupy pomagającej Hole w rozwiązaniu sprawy drastycznych morderstw. Nie wiem, czy Nesbø ma w zwyczaju wprowadzać do zespołu śledczych psychologa, ale ta postać w trakcie trwania sprawy, w trafny sposób tłumaczyła zachowanie wampirysty oraz uzasadniała jego motywy.

„Pragnienie” nie jest dla ludzi o słabych nerwach. To jedna z tych książek, w czasie czytania której odczuwałam niepokój nie tylko związany z jej bohaterami, ale też w życiu realnym, słysząc niespodziewane dźwięki. Przyznaje, że były momenty, w których nie czułam się bezpiecznie, a takich odczuć dawno nie przysporzyła mi żadna lektura.

Lubię serie, które nie są łączone jedynie głównym bohaterem, ale też zachowują ciągłość jego biografii. Cykl o Harrym Hole właśnie taki jest i chociaż, jak już wcześniej wspomniałam, „Pragnienie” było moim pierwszym zetknięciem się zarówno z autorem jak i popularnym bohaterem, to nie czułam się zagubiona. Owszem, pewnie musiałam nieco dłużej niż osoby będące na bieżąco poczekać ze zrozumieniem niektórych spraw, ale albo zostały one wyjaśnione wprost, albo opisane na tyle, że mogłam domyślić się o co chodzi, nie odbierając sobie ewentualnej przyjemności z późniejszego czytania pozostałych tomów. Powiem nawet, że chociaż wiem już w jakiej sytuacji znajduje się główny bohater, to nie traktuję tego jak spoilera, a jako najsilniejszą pobudkę do sięgnięcia po wcześniejsze książki o Harrym Hole.

Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 
 

środa, 22 marca 2017

#27 Dziewczyna, którą kochałeś - Jojo Moyes



Tytuł: Dziewczyna, którą kochałeś
Autor: Jojo Moyes
Gatunek: romans, powieść obyczajowa
Wydawnictwo: Między Słowami






 

„Dziewczyna, którą kochałeś” to najnowsza powieść Jojo Moyes, czyli autorki głośnego tytułu „Zanim się pojawiłeś”. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej pisarki, więc mogłam jedynie bazować na opiniach krążących wokół drugiego z wymienionych tytułów. Nie będę ukrywać, że sprawiły one, iż sięgając po „Dziewczynę...” byłam nastawiona na powieść, w której wszystko kręci się wokół wątku miłosnego, nawet jeżeli to „wszystko” miało być tłem niebanalnym.

W „Dziewczynie, którą kochałeś” zostają przedstawione historie dwóch kobiet żyjących w zupełnie odmiennym czasie i okolicznościach. Sophie i jej siostra prowadzą hotel i restaurację w okupowanej podczas I wojny światowej Francji, wyczekując powrotu swoich mężów, którzy musieli stawić się na służbę w obronie kraju. Kobiecie dodaje otuchy jej portret, namalowany przez ukochanego mężczyznę na początku ich znajomości.
Liv za to jest młodą wdową po nowoczesnym architekcie, której ze szczęściem przestało być po drodze w momencie śmierci jej męża – Davida. Kobieta ledwo wiąże koniec z końcem, wszystko w domu przypomina jej o ukochanym (nie tylko przez fakt, iż budynek jest jego projektem).. a długów i problemów końca nie widać. Olivia również czerpie otuchę głównie z kontemplacji sztuki. W jej przypadku jest to prezent od męża – portret pewnej kobiety.
Co się wydarzy, jeżeli okaże się, że obraz przestanie dawać kobietom siłę, a przysporzy tylko więcej problemów?

Jak już wspomniałam na początku, najnowsza powieść Jojo Moyes klasyfikowana jest między innymi jako romans. Sięgnęłam po książkę świadoma tej kategoryzacji, jednakże w moim odczuciu wątki romantyczne nie są w niej najważniejsze. Owszem, fabuła bazuje na miłości, jednak obarczonej tęsknotą za nieobecnymi mężami.

W powieści „Dziewczyna, którą kochałeś” podoba mi się splecenie losu Sophii z życiem Liv. Jojo Moyes w subtelny sposób – znajdujący się dosłownie w tle codziennego funkcjonowania obu kobiet, połączyła je nicią nadziei oraz dawała siłę do walki w ciężkiej sytuacji.

Kobiety zmuszone są do samodzielności w ciężkim świecie – zarówno Sophie i jej siostra żyjące w okupowanym państwie, które bez pomocy mężczyzn musiały zapewnić bezpieczeństwo sobie oraz bliskim osobom, ale też Liv pozostawiona samotnie we współczesności, czasie bogatym we wszelkiego rodzaju rozrywki mogące pomóc „zasłonić” problemy.

Jest to powieść aktualna, właśnie ze względu na zwrócenie uwagi, iż nie wszystko da się schować do szafy. Warto zatrzymać się i przez chwilę zadumać nad „Dziewczyną, którą kochałeś”.

wtorek, 14 marca 2017

#26 Syreny - Joseph Knox


Tytuł: Syreny
Autor: Joseph Knox
Gatunek: kryminał
Wydawnictwo: Otwarte








Kilkunastoletnia córka posła dołącza do grona Syren, czyli kobiet pracujących ciałem, ale także sprzedających popularną w światku mafii „ósemkę” (szerzej znanej jako „heroina”) dla największego dilera narkotyków w okolicy. Do Aidana Waitsa, policjanta z nadszarpniętą przeszłością, zgłasza się sam ojciec dziewczyny, prosząc, o odnalezienie jej. Nie da się ukryć, że dawne przewinienia detektywa pozwalają mu wejść głębiej w zdeprawowany świat i poznać także sprawy, które będą mieć istotny wpływ nie tylko na niego, ale też na bliskie mu osoby.

Sięgając po „Syreny” spodziewałam się kolejnego kryminału, w którym ktoś umiera/znika, a dobrzy policjanci po mniejszych bądź większych zawirowaniach odnajdują tę osobę. Poniekąd tak jest, jednak nie podejrzewałam, że wpakuję się w świat, gdzie nawet detektyw zaangażowany w sprawę, ma nieciekawą przeszłość (co tak naprawdę w pewnym stopniu działa na jego korzyść w środowisku Syren). W tej książce nie ma nic dobrego. Czytelnik jest rzucony w zdeprawowany świat pubów zarządzanych przez najbardziej wpływowego dilera narkotyków. O ile na początku lektury może być to rażące, spokojnie – po kilku stronach akceptacja norm panujących w nielegalnym światku sama przychodzi i staje się czymś naturalnym.

Ciekawy jest fakt, iż Joseph Knox osadził akcję w mieście, w którym się wychowywał. Autor doświadczył pracy w barze, więc kto wie, czy opisane sytuacje nie zostały podparte obserwacjami z tego czasu? Zachęcające jest też obcowanie autora z książkami kryminalnymi, ponieważ jest on związany z branżą księgarską. Widać, że Knox jest pasjonatem literatury tego gatunku, ponieważ wie, co należy dać czytelnikowi i jak budować napięcie, aby od książki nie można było się oderwać.

Niestety, pomimo świadomości zachcianek czytelnika, w pewnym momencie coś zaczęło iść nie tak. Odniosłam wrażenie, że autor miał dużo pomysłów na akcje (co jest zdecydowanym pozytywem), ale brakowało mu czasu (a raczej „stron”) na opisanie jej, kosztem budowania napięcia z pierwszej połowy książki. Nie chcę przez to powiedzieć, że nagle treść zostaje spłycona, ale nie w moim odczuciu nie została zachowana proporcja w dawkowaniu czytelnikowi emocji – o ile na początku dzieje się dużo i książkę rzeczywiście się pochłania, tak w pewnym momencie poczułam się nieco przytłoczona wydarzeniami. Wiem, że przez to nie wszystko z fabuły „przeżyłam”, czego bardzo żałuję.

Wady tłumaczę sobie faktem, iż „Syreny” są debiutem Knoxa i jeżeli spojrzeć na tę powieść przez ten pryzmat, to jest to naprawdę odważny i oryginalny pomysł na swoją pierwszą publikację na rynku wydawniczym. Sama nie spotkałam się jeszcze z literaturą z gatunku urban noir i gdy pojawi się kolejna książka tego autora (a jestem pewna, że będzie to miało miejsce), to na pewno po nią sięgnę – trochę dla przeczytania kryminału z życia niecodziennego, a jednak toczącego się w „naszym świecie”, a trochę dla sprawdzenia, jak Knox opracował swoje mnóstwo pomysłów.