piątek, 9 grudnia 2016

#21 W labiryncie obłędu - Jolanta Kosowska


Tytuł: W labiryncie obłędu
Autor: Jolanta Kosowska
Gatunek: kryminał
Wydawnictwo: Novae Res








Po powieść"W labiryncie obłędu" Jolanty Kosowskiej sięgnęłam zachęcona pozytywnymi opiniami o poprzednich książkach autorki. Akurat jestem na etapie zaczytywania się w kryminałach, a że w tej pozycji głównym bohaterem jest psychoterapeuta (a sama interesuję się psychologią i kończę studia na tym kierunku), stwierdziłam, że to może być dobre! Czy moje nadzieje spełniły się? Zachęcam, do zapoznania się z recenzją.
Jak już wspomniałam, Wojciech, czyli główny bohater, zajmuje się prowadzeniem psychoterapii. Pewnego razu po dniu pracy przy drzwiach swojego gabinetu zastaje zachowującego się niespokojnie mężczyznę. Okazuje się, że postawa gościa spowodowana jest troską o mającą problemy dziewczynę, która przy okazji jest byłą partnerkę Wojciecha. Człowiek stanowczo „prosi” Wojciecha o pomoc Karolinie, na co główny bohater bez wahania przystaje.

I w tym miejscu pierwszy raz włączyła mi się lampka ostrzegawcza (chociaż powinna zaświecić się już po przeczytaniu opisu z okładki książki, ale o tym za chwilę). Dlaczego? Ponieważ od pierwszego roku, ba - od pierwszych zajęć psychologii, studentom wpaja się, że nieetyczne jest leczenie zwłaszcza osób, co do których nie ma się obojętnego stosunku. Uważam, że była dziewczyna zalicza się do takich osób, zresztą sam bohater uświadamia to zarówno sobie jak i czytelnikowi na pierwszych stronach książki. Wracając do opisu z okładki - sytuacja leczenia Karoliny jest na niej przedstawiona, jednak wierzyłam, że to po prostu błąd w blurbie. Łudziłam się, iż autorka książek ocenianych dosyć wysoko, jeżeli nie jest pewna czegoś, o czym pisze, to sięga po opinie osób specjalizujących się w dziedzinach poruszanych w fabule. Wyjątkowo zwracam na to uwagę, ponieważ Wojciech został wykreowany na "wziętego psychoterapeutę", jednak jego stosunek do etyki zawodu psychologa pozostawia dużo do życzenia.

Odchodząc już od nierealności głównego bohatera, nie potrafiłam w żaden sposób zaangażować się w fabułę nie tylko przez niego. W lekturze przeszkadzało mi dosłownie wszystko - poczynając od nadmiaru zdań pojedynczych, idąc przez „przecinkowy" sposób opisywania postaci (który swoją drogą czynił z Wojciecha kompletnego idiotę, ponieważ bohaterowie zostali przedstawiani czytelnikowi przy okazji przypominania głównemu bohaterowi, w jaki sposób pojawili się w jego życiu), a kończąc na absurdalnych sytuacjach, które z trudem pchały fabułę do przodu. Gubiłam się w czasie akcji, ponieważ wspomnienia Wojciecha nagle pojawiały się w opisie teraźniejszości i trwały tak długo, że gdy wracałam do czasu obecnego (a raczej, gdy zorientowałam się, że fabuła już do niego wróciła), to nie pamiętałam, gdzie tak właściwie zatrzymałam się w historii. Niestety, między innymi wymienione elementy sprawiły, że podczas czytania całkowicie straciłam zainteresowanie głównym wątkiem, a nawet nie chciałam poznać rozwiązania zagadki, bo byłam po prostu zmęczona wszystkim, co było związane ze sposobem przestawienia fabuły.

Dobrnęłam do końca lektury, ale podejrzewam że moją główną pobudką ku temu było doszukiwanie się kolejnych niezgodności. Mam nadzieję, że inne pozycje Jolanty Kosowskiej są bardziej dopracowane i słusznie zasłużyły na wysokie oceny. Moim zdaniem ta jest pomyłką i z tego też powodu zdecydowanie odradzam czytanie „W labiryncie obłędu", a czytelników zainteresowanych poczynaniami literackimi autorki, na ślepo odsyłam do innych jej książek.


Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 
 

niedziela, 27 listopada 2016

#20 Anders Morderca i przyjaciele oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół - Jonas Jonasson


Tytuł: Anders Morderca i przyjaciele oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół
Autor: Jonas Jonasson
Gatunek: literatura współczesna
Wydawnictwo: W.A.B.







Anders Morderca – osoba o takim pseudonimie raczej nie jest zagadką. Mężczyzna rzeczywiście ma na swoim koncie kilka zabójstw – głównie na zlecenie, ale też jest winny kilku połamanych kończyn czy innych uszkodzeń ciała. W kryminalnym świecie nie ma bandziora, który by o nim nie usłyszał. Andersowi z taką sławą nie żyje się źle i pewnie nic by się nie zmieniło, gdyby nie spotkał na swojej drodze pastor Joanny (swoją drogą – niewierzącej) oraz nieco pesymistycznego recepcjonisty Pera. Jaki wpływ mogli mieć ci dwoje na dalsze losy Andersa?

Kto zna książki szwedzkiego pisarza Jonasa Jonassona, ten nie będzie zaskoczony formą, w jaki została napisana ta pozycja. Tym razem autor również poznaje nas z bohaterami niestandardowymi, ale nie niemożliwymi do spotkania w realnym świecie, a stawia ich w równie zbyt przypadkowych sytuacjach. W obu przypadkach – choć postaci i wydarzenia są mocno naciągane, mogłyby mieć miejsce w rzeczywistości. I gdyby miały, na pewno byłoby o nich głośno we wszystkich mediach!

Zwolennicy dialogów w książkach, znajdą ich w „Andersie Mordercy...” tyle co na lekarstwo. Jonas Jonasson chyba nie przepada za pisaniem ich, ponieważ żadna z jego powieści nie jest w nie obfita, a gdy już się trafią, to maksymalnie zajmują trzy linijki. Pomimo braku tej formy, która „przyspiesza” czytelnikowi czytanie, autor potrafi napędzić fabułę w taki sposób, że odbiorca przemyka przez nią tak samo szybko, a dodatkowo będzie miał wrażenie, jakby znajdował się w samym centrum wydarzeń, ramię w ramię z postaciami.

Czytelnik w czasie lektury niejednokrotnie puknie się w czoło, czytając o perypetiach bohaterów, ale jednocześnie z uśmiechem przyjmie nieprzeciętną treść. „Anders Morderca i przyjaciele oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół” na pewno jest pozycją, przy której czas szybko minie. Nie jest to książka zapadająca w pamięć na długo, ale potraktuję to jako jej atut – będzie można do niej wracać, aby odpocząć od biegu realnego świata i zaangażować się w ten szwedzki, i chociaż kryminalny, to o wiele bardziej sympatyczny.

Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 
 

środa, 16 listopada 2016

#19 Świt, który nie nadejdzie - Remigiusz Mróz


Tytuł: Świt, który nie nadejdzie
Autor: Remigiusz Mróz
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Wydawnictwo: Czwarta Strona








Ernest Wilmański jest byłym pięściarzem z mroczną przeszłością, który decyduje się rozpocząć nowe, lepsze życie. W tym celu przyjeżdża pociągiem do Warszawy, nie zabierając ze swojego starego życia dosłownie niczego, poza pieniędzmi "na dobry start". Pierwsza okazja na wypełnienie dobrego uczynku nadarza mu się dosyć szybko, ponieważ niedaleko dworca pewien mężczyzna chce wyrównać porachunki z młodą dziewczyną, która podkrada mu węgiel. Na szczęście odmieniony Wilmański znajduje się o właściwym czasie, we właściwym miejscu i pomaga niewieście. Okazuje się jednak, że podjęte działanie nie pomoże Ernestowi w rozpoczęciu takiego życia, jakie zaplanował.

Nie byłam pewna, czy chcę sięgać po "Świt, który nie nadejdzie". Gdy przeczytałam opis z okładki, zaklasyfikowałam tę pozycję do literatury męskiej, ponieważ nie widziałam w niej nic dla siebie. Myślałam, że ganki, strzelaniny i inne cuda "z międzywojennej, przestępczej Warszawy" jak to zostało napisane na okładce, to totalnie nie mój klimat.
Ale książkę jednak kupiłam. Być może przekonała mnie do możliwość posiadania jej przed premierą (w tym miejscu chwalę stoisko Czwartej Strony na Krakowskich Targach Książki!). Nie powiem, że wciągnęłam się w fabułę od razu, jednak coś mnie w niej zaintrygowało. Zapewne klimat, którego jeszcze nie doświadczyłam w żadnej książce, ale o tym napiszę nieco później. Na pewno zaczęło się od pierwszego spotkania głównego bohatera ze wspomnianą już przeze mnie młodą złodziejką węgla - Anastazją. To ona była bodźcem, który zachęcił mnie do wdrożenia się w historię. I całe szczęście, bo z każdą stroną lubiłam teraz coraz bardziej nie tylko dziewczynę, ale też Ernesta, któremu los (a raczej Remigiusz Mróz..) zapewnił niespokojne życie.

Wracając do wspomnianego już oryginalnego klimatu powieści. Mogę spokojnie powiedzieć, że w czasie lektury przenosiłam się do innego świata, bo czytając "Świt, który nie nadejdzie" miałam wrażenie, że dosłownie czuję unoszący się gęsty dym papierosów i odór alkoholu, a "chodząc" ulicami Warszawy, mijałam kobiety lekkich obyczajów (ale spokojnie, nie jest to książka przepełniona nałogami, bo rękę na pulsie trzyma pewien specjalny oddział Policji Państwowej). Mówiąc krótko: czułam mrok, spiski, intrygi. I to mnie wciągnęło, bo nareszcie dostałam coś innego niż ładnie napisana powieść. Dostałam świat, który rządzi się prawami często ustalonymi siłą, a interesy niosą za sobą niemałe ryzyko.

Na koniec zostawiłam moją osobistą wisienkę. Jak wiem, że po Remigiuszu Mrozie można spodziewać się wielu rzeczy, jestem przygotowana na to, że mnie zaskoczy. Powoli nawet wyczuwam już momenty, w których będą zwroty akcji. Jest jednak pewna różnica między innymi książkami autora a tą pozycją. I nie jest to jakieś niespodziewane wydarzenie.. Jest to zaskoczenie wynikające z tego, że w "Świcie, który nie nadejdzie" Remigiusz Mróz zdecydował się przewrócić fabułę do góry nogami i za to odczuwam do niego ogromny szacunek.

środa, 9 listopada 2016

100 książek, które muszę przeczytać [część II]

Hej, hej!
Jakiś czas temu (mniej więcej jakieś 1,5 miesiąca) dodałam pierwszy wpis dwuczęściowej "serii" 100 książek, które chcę przeczytać (kliknij TUTAJ, żeby do niego przejść :) ). Nie ukrywam, że jest mi trochę głupio, że drugą połowę dodaję dopiero teraz, ale cóż.. trochę zapomniałam, trochę nie miałam motywacji. Ale już nie narzekam, tylko nadrabiam zaległości!

Tym razem książki nie są podzielone na kategorie, bo trochę nie potrafiłam ich uporządkować. Jednakże, coś tam udało mi się ponazywać. Zacznijmy od zbioru o nazwie..

KRYMINAŁY


49. Harlan Coben - Nie mów nikomu
50. Harlan Coben - Bez pożegnania
51. Dean Koontz - Twoje serce należy do mnie
52. - Jo Nesbo - Człowiek nietoperz


 53. Adam Szewczyk - Nie martw się, to tylko życie
54. Katarzyna Bonda - Sprawa Niny Frank
55. Remigiusz Mróz - Parabellum. Prędkość ucieczki,
56. Remigiusz Mróz - Zaginięcie
57. Remigiusz Mróz - Rewizja


58. Michael Dobbs - Szpieg w jałcie
59. Michael Dobbs - Na krawędzi szaleństwa
60. Nick Cave - Śmierć Bunny'ego Munro
61.  Claire Kendal - Wiem o tobie wszystko


TYTUŁY, KTÓRYCH NIE ZNAM, A POWINNAM


62. Christopher Paolini - Eragon
63. Wiesław Myśliwski - Traktat o łuskaniu fasoli
64. Anthony Burgess - Mechaniczna pomarańcza
65. Joseph Heller - Paragraf 22


66. Denis Diderot - Kubuś Fatalista i jego pan
67. Milan Kundera - Nieśmiertelność
68. Milan Kundera - Tożsamość
69. Milan Kundera - Żart


 70. John Ronald Reuel Tolkien - Władca Pierścieni - Drużyna Pierścienia
71. John Ronald Reuel Tolkien - Silmarillion
72. Markus Zusak - Złodziejka książek
73. Umberto Eco - Imię róży


74. Gustave Flaubert - Pani Bovary
75. Jane Austen - Duma i uprzedzenie
76. Charles Bukowski - Kobiety
77. Haruki Murakami - Sputnik Sweetheart


78. Emily Bronte - Wichrowe Wzgórza
79. Thomas Harris - Milczenie owiec
80. Lucy Maud Montgomery - Ania z Zielonego Wzgórza
81. Joseph Gaarder - Dziewczyna z pomarańczami


82. Michaił Bułhakow - Mistrz i Małgorzata
83. William Golding - Władca much
84. Francis Scott Fitzgerald - Wielki Gatsby



MISZMASZ


85. Anthony Doerr - Światło, którego nie widać
86. Joanna Bator - Ciemno, prawie noc
87. Jakub Ćwiek - Kłamca 
88. Erika Robuck - Służąca Hemingwaya



89. Eric-Emanual Schmitt - Kobieta w lustrze
90. Sarah J. Maas - Szklany tron
91. Jonas Jonasson - Analfabetka, która potrafiła liczyć
92. Marice Druon - Król z żelaza


93. Małgorzata Halber - Najgorszy człowiek na świecie
94. Joshua Ferris - Wstać znowu o ludzkiej porze
95. Colleen Hoover - Maybe someday
96. George R. R. Martin - Gra o tron


97. Jordan Belfort - Wilk z Wall Street
98. Yann Martel - Życie Pi
99. Gabrielle Zevin - Między książkami
100. Jarosław Grzędowicz - Pan Lodowego Ogrodu

 
Uff! Listę stworzyłam 18 czerwca. W czerwcu przyszłego roku chciałabym ją zweryfikować. Trzymajcie kciuki, żebym przeczytała chociaż dziesięć pozycji! :)

Czy Wy też macie listy książek, które chcecie przeczytać? :)

poniedziałek, 31 października 2016

20. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

Od jakiegoś czasu książkowa część Internetu huczała o 20. Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie. Trwały one od czwartku - 27 października do niedzieli - 30 października. Miałam okazję uczestniczyć w nich tylko w sobotę, czyli w dzień, który był przepełniony spotkaniami autorskimi, za czym idzie też dosłowne przepełnienie hali ludźmi. Ale jako że nie były to moje pierwsze Targi Książki i nie pierwszy raz trafiłam na dzień pełen atrakcji, więc można powiedzieć, że mam pewne porównanie. Jeżeli zastanawiasz się, gdzie wybrać się na taką imprezę - czy do Krakowa, czy do Warszawy (bo tylko te dwa wydarzenia mogę porównywać) i czy w ogóle warto, zapraszam do dalszej części wpisu.


Generalnie odkąd pojawiłam się pod Halą Expo, w której odbywały się Targi, już miałam na co narzekać. Kolejka była niemiłosiernie długa, ciągnęła się przez parking, wzdłuż pasu ruchu. Oczywiście były osoby pilnujące bezpieczeństwa uczestników, a kolejka, ku mojemu zaskoczeniu, skracała się nawet sprawnie. Warto wspomnieć, że osoby, które zakupiły ekobilet, nie musiały w niej stać. Tak samo wyglądała sprawa z blogerami - dla obu wspomnianych grup kolejka było stworzone inne wejście, do którego kolejka była zdecydowanie krótsza.
W Warszawie kolejki również straszą, jednak tylko te do kas. Osoby, które zakupiły bilety wcześniej, mogą od razu kierować się do wejścia na Stadion Narodowy. Na Warszawskich Targach byłam dwukrotnie i szczerze mówiąc, nie zapadło mi w pamięci długie oczekiwanie na wstęp, więc prawdopodobnie uczestnicy byli sprawnie wpuszczani na teren imprezy, bądź po prostu wchodziłam w czasie, gdy nie było zbyt wielu osób.

Problem następny - szatnie. Przed samymi Targami naoglądałam się relacji z poprzednich edycji, na których widziałam, że uczestnicy chodzą bez kurtek. Na miejscu pozostawienie gdzieś odzienia okazało się jednak problemem, ponieważ w dwóch boksach przeznaczonych na szatnie dosyć szybko zabrakło miejsca. Wytrwałe osoby stały w kolejce czekając na to, aż ktoś odbierze swoje rzeczy tym samym zwalniając wieszak, jednak nikt nie mógł mieć pewności, że ten moment nadejdzie szybko. Ja po 10 minutach odpuściłam, chodziłam z kurtką.
Zważywszy na to, że Warszawskie Targi odbywają się w maju - problem braku miejsca w szatni nie istnieje, ponieważ praktycznie nie ma w nich czego zostawiać.
W o wiele bardziej komfortowej sytuacji pod względem pozostawiania gdzieś czegokolwiek były osoby, które przyjechały pod Halę Expo samochodem, jednak.. musiały liczyć się ze staniem w korku na parking. Jednak to samo dzieję się pod Narodowym - taki jest urok każdych imprez masowych.

Jeżeli chodzi o miejsce organizacji Targów, również punkt zdobywa Warszawa. Hala Expo jest budynkiem dużym, jednak zamkniętym. Po spędzeniu w nim kilku godzin, odczuwałam trochę zmęczenie byciem w ciągłym tłoku, a towarzysząca duchota również nie podnosiła poczucia komfortu. Odetchnąć można było na korytarzu, siadając pod ścianą - jeżeli znalazło się miejsce wśród innych odpoczywających osób.
W Warszawie jest możliwość wyjścia na trybuny, które znajdują się na powietrzu. Co więcej, krzesełek jest tyle, że miejsce przycupnięcia można swobodnie wybierać.

Skoro już jesteśmy przy temacie miejsca, a raczej wolnej przestrzeni.. Wydaje mi się, że "ścieżki", którymi uczestnicy musieli się przemieszczać były zdecydowanie za wąskie. Momentami przejście alejką o ruchu dwukierunkowym było straszne, a gdy jeszcze stała w niej kolejka do jakiegoś autora, to przemieszczenie się było po prostu niemożliwe.
W Warszawie też bywają problemy z przejściem, jednak podkreślam, że jedynie bywają. A na pewno możliwe jest przedostanie się przez tłum oczekujący na spotkanie z pisarzem. Może to kwestia tego, że miejsce imprezy umożliwia uczestnikom inteligentne ustawienie się w kolejce wzdłuż alejki, a nie oczekiwanie na podpis dosłownie na ich skrzyżowaniach.

Jednak żeby nie było, że Targi Książki w Krakowie miały same minusy. Odnoszę wrażenie, że nie dało się nie kupić książki w promocyjnej cenie. Za żadną z kupionych przeze mnie pozycji nie zapłaciłam cen okładkowej. Inaczej miała się sprawa w Warszawie, ale wynikało to z mojego gapiostwa i kupienia konkretnego tytułu "mimo wszystko". W każdym razie, w Krakowie by mi się to nie udało, bo na pewno dałabym mniej. Nie mogłabym nie wspomnieć o możliwość zakupu książek przedpremierowo! I to również w cenach promocyjnych :)
W Krakowie wydawnictwa były też o wiele bardziej hojne niż w Warszawie. Z Krakowa wróciłam o wiele bardziej obłowiona w zakładki, widziałam też dużo więcej osób chodzących z torbami promującymi konkretnych wydawców. Albo - ponownie, w Warszawie nie potrafiłam takich gadżetów szukać.

A sama atmosfera? Cudna, przyjazna. Do Krakowa pojechałam sama, a i tak stojąc w kolejkach miałam z kim rozmawiać, spędzić miło czas oczekiwania (w tym miejscu serdecznie pozdrawiam Klaudię z bloga Porozmawiajmy o książkach :) ). Jeżeli boisz się jechać na jakiekolwiek Targi Książki, bo nie masz z kim, to naprawdę nie ma powodu do obaw!

Oczywiście wszystkie wspomniane niedogodności wynagrodziły mi spotkania z autorami, więc ostatecznie z 20. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie wyszłam zadowolona. Jednak czy naprawdę chodzi o osiąganie zadowolenia dopiero po zasmakowaniu wisienek na torcie?

środa, 19 października 2016

#18 Behawiorysta - Remigiusz Mróz


Tytuł: Behawiorysta
Autor: Remigiusz Mróz
Gatunek: Thriller/sensacja/kryminał
Wydawnictwo: Filia








Zdecydowanie nie planowałam pisać posta na temat książki, której nie przeczytałam. Ale zaznajomiłam się z jej trzydziestoma stronami (możecie je przeczytać klikając TU, po udzieleniu odpowiedzi na jedno pytanie). I po tych trzydziestu stronach w moich emocjach zapanował chaos. Nie wiem, na ile uda mi się go ogarnąć przy pisaniu, bo działo się we mnie więcej, niż po przeczytaniu jakiejkolwiek książki w ostatnim czasie. Skoro działa tak na mnie krótki fragment, to coś musi być na rzeczy.

W jednym z opolskich przedszkoli razem z dziećmi oraz kilkoma wychowawczyniami, zamyka się mężczyzna. Dosyć istotnym faktem jest to, że jest on zamaskowany i ma broń. Wniosek? Nie zdarzy się nic dobrego. Cała sytuacja jest transmitowana na żywo w Internecie, konkretnie na stronie www.koncertkrwi.pl (swoją drogą, weszliście już na stronę z darmowym fragmentem? Spójrzcie na jej adres.). Do pomocy przy sprawie został wezwany Gerard Edling - były prokurator, a przy okazji behawiorysta, który w swojej karierze ma same rozwiązane sprawy. Czy tym razem również odniesie sukces?

Po przeczytaniu tych nieszczęsnych trzydziestu stron "Behawiorysty' nie byłam pewna, czy chcę zapoznać się z tą pozycją w całości, bo owszem, było we mnie wiele emocji, ale negatywnych - głównie przerażenie. Remigiusz Mróz zszedł do najgorszych zakamarków duszy człowieka i to nie tylko bohatera literackiego, ale także czytelnika, "motywując go" do wybrania rozwiązania. Warto wspomnieć, że każde wyjście było beznadziejne..Wierzę, że ze strony autora jest to apel do nie pozostawania biernym na zło, do tego, aby nie dać się znieczulicy. Mam nadzieję, że nie jest to jedynie przelana na kartkę fala wyobraźni, pod którą nic się nie kryje.

Zakończenie przeczytanego przeze mnie fragmentu (a to był dopiero trzeci rozdział książki!) nie było szokujące, niczym ostatnie zdanie "Ekspozycji" czy zwroty akcji w cyklu o Chyłce i Zordonie. W pewnym sensie sama zadecydowałam o finale, a na pewno przez możliwość wyboru jednej z alternatyw przedstawionych w fabule, podejrzewałam, że na któreś zakończenie muszę być przygotowana. Jednak właśnie przez to, że zostałam pozbawiona elementu zaskoczenia, ostatnie wydarzenia były dla mnie niedopuszczalne! A jest to tym bardziej przerażające, bo podświadomie czytelnik jest wywołany do podjęcia decyzji - złej lub złej.

Po tym fragmencie mam dwie hipotezy dotyczące najnowszej książki Remigiusza Mroza:
1. "Behawiorysta" na pewno pozostawi po sobie ślad w psychice czytelnika.
2. Remigiusz Mróz tą powieścią stanie na równi ze Stephenem Kingiem.
Wiadomo, hipotezy trzeba weryfikować, więc na pewno sięgnę po pełne wydanie tej pozycji. A premiera już niedługo - 26 października!

Po dziesięciu minutach lektury czułam się nieswojo, jednak Remigiusz Mróz sprawił, że nie byłam bierna - też wybrałam. Czy o to chodziło?

wtorek, 11 października 2016

#17 Autostopem przez Galaktykę - Douglas Adams


Tytuł: Autostopem przez Galaktykę
Autor: Douglas Adams
Cykl: Autostopem przez Galaktykę
Gatunek: Fantastyka, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka







Pewnego czwartku Adam zastaje przed swoim domem ludzi chcących zburzyć jego dom, ponieważ w miejscu, w którym stoi owa posiadłość, ma powstać obwodnica. Na ratunek (ale czy na pewno?) przyjacielowi pojawia się Ford. Rozżalony człowiek pozwala zabrać mu się na piwo. Okazuje się jednak, że kompan nie przynosi Adamowi dobrych wieści. Człowiek dowiaduje się bowiem, że nie tylko jego posiadłość zostanie zniszczona z powodu planowanej budowy obwodnicy, ale ma także zostać zburzona Ziemia (i to dosłownie za kilka minut!), aby na jej miejscu mogła powstać międzygalaktyczna autostrada. Jednak to nie wszystko, bo chociaż planeta zniknie z Galaktyki, to Adam dopiero rozpocznie przygodę życia!

Ciężko było mi wyrobić sobie jednoznaczną opinię o tej książce, zarówno w trakcie lektury, jak i po zakończeniu jej. Drażniła mnie „płaskość” bohaterów - nie wiemy o nich za dużo, w zdecydowanej większości przypadków jesteśmy z nimi tylko „tu i teraz” i to jedynie w roli obserwatorów. Nie znamy ich myśli, emocji, ale może to i dobrze, bo czy zdołalibyśmy zrozumieć istotę z innej planety? Pewnie nie. Na szczęście bohaterowie poczucie humoru mają typowo „ziemskie”, ponieważ niejednokrotnie szeroko uśmiechnęłam się czytając ich dialogi. Ponadto w czasie lektury „Autostopem przez Galaktykę” całkowicie pozwalałam zaskoczyć się autorowi. Jest to książka, przy której na nic zdaje się logiczne myślenie, ale jednocześnie fabuła pozostaje sensowną abstrakcją, dającą się wytłumaczyć jedynie w międzygalaktyczny sposób. Na szczęście czytelnik poznaje tę metodę, a wszystko za sprawą przewodnika o tym samym tytule, którego fragmenty zostały zawarte w książce. Autor pozostawił w nim wskazówki umożliwiające zrozumienie tego, co właśnie się wydarzyło bądź wydarzy w fabule tuż za chwilę.

Mam wrażenie, że im głębiej brnęłam w lekturę, tym samym zostawiając za sobą coraz dalej wątek zniszczenia Ziemi, tym bardziej nie byłam w stanie przewidzieć, co czai się na czytelnika w kolejnym rozdziale, a nawet na następnej stronie. Zważywszy na to, że „Autostopem przez Galaktykę” jest dopiero pierwszą z sześciu części serii o Adamie, Fordzie i innych istotach pozaziemskich, boję się, co mogę zastać w następnych tomach. Mimo to, chętnie po nie sięgnę, aby pozwolić zabrać się na przygodę, na której żaden z etapów nie będę przygotowana.

Książka ta, a raczej konkretne wydanie bo to wznowione przez wydawnictwo Zysk i S-ka, ma konkretny plus. Są nim cudne ilustracje Janusza Kapusty! Nie dość, że są one proste (co w przeciwieństwie do prostoty bohaterów jest pozytywem), to w bezbłędny sposób nawiązują do następujących po nich rozdziałów, nawet cząstką abstrakcji!

Warto wspomnieć, że „Autostopem przez Galaktykę” Douglasa Adamsa znajduje się na liście stu tytułów BBC, czyli jest pozycją, którą warto poznać, jednak zdecydowanie nie spodoba się ona każdemu. Na pewno trzeba podejść do niej z dystansem i na nic się nie nastawiać, a po prostu dać ponieść się lekturze. Jestem pewna, że przypadnie ona do gustu fanom twórczości Terry'ego Pratchetta, a zwłaszcza tym, którzy chętnie wybiorą się w podróż w towarzystwie innych form życia. Mimo wszystko uważam, że warto sprawdzić, jak Ty będziesz się czuł w takim niestandardowym towarzystwie.


Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 
 

wtorek, 4 października 2016

#16 Urodzony by się nie bać - Magdalena Nierebińska, Dariusz Maleo Malejonek


Tytuł: Urodzony by się nie bać
Autor: Magdalena Nierebińska, Dariusz Maleo Malejonek
Gatunek: Biografia
Wydawnictwo: Znak













Dariusz Maleo Malejonek, czyli człowiek, który nie może usiedzieć w miejscu. Muzyk – założyciel zespołu Maleo Reggae Rockers, ale jest też znany z grania z Arką Noego czy Izraelem. Formą muzyczną dba też o pamięć o historii Polski, a robi to realizując projekty dotyczące Żołnierzy Wyklętych. Poza graniem, Dariusz Malejonek podróżuje, nie boi się korzystać z życia i realizować swoich planów.

„Urodzony, by się nie bać” nie jest typową biografią, a sam Maleo mówi o niej „luźno opisana historia mojego życia”. Zdecydowanie się z tym zgadzam, ponieważ w książce owszem, są opisane jego doświadczenia – poczynając od poznania rodziny muzyka, przez lata szkolne, stosunek do systemu komunistycznego, w którym żył, znajomych, a kończąc na jego obecnej działalności. W tym wszystkim odniosłam wrażenie, że Dariusz Malejonek obsadził się w roli drugoplanowej. Opisuje, często ciężkie, sytuacje z przeszłości dzieli się z czytelnikiem wyniesionym z nich doświadczeniem. W dużej mierze skupia się na drugim człowieku, często poznanym w dosyć niestandardowych okolicznościach. Maleo opowiada o swoich znajomych z lat nastoletnich, z którymi zagłębiał się w narkotyki. Wspominani są też ludzie poznani przypadkowo – czy to na koncercie, czy w czasie jednej z licznych podróży muzyka, a którzy wnieśli do jego życia coś wartościowego.

Maleo w jednym z wywiadów dotyczących książki powiedział, że chciał przez nią pokazać, iż „obecnie problemem jest nie tyle likwidacja lęku, lecz pokonanie go”. W czasie lektury wyraźnie widać, że nie są to tylko puste słowa, ponieważ mężczyzna żyje z chwili na chwilę, a każda z nich przepełniona jest tym, co kocha. Przez to wszystko w czasie lektury odczuwałam zazdrość. Zastanawiałam się, jak można żyć głównie robiąc to, co się uwielbia, czyli w przypadku muzyka angażować się w tyle projektów, zespołów, wyjazdów oraz przy tym wszystkim mieć jeszcze życie rodzinne. Odpowiedź jest prosta – Maleo uwierzył w to, że rzeczywiście został urodzony, by się nie bać. A przecież każdy z nas, skoro ma siłę marzyć, to ma też siłę na realizację pragnień, do czego muzyk motywuje opowiadając o sobie.

Czasem jednak czułam się zagubiona w opowieściach. Podejrzewam, że jest to spowodowane chęcią podzielenia się wieloma istotnymi dla Dariusza Malejonka sprawami przy okazji jednego tematu, ale właśnie z tego powodu zdarzało mi się gubić wątek. Nie rozumiałam ścieżki, którą podążają jego myśli. Wydaje mi się, że zostałam obdarzona zbyt dużym zaufaniem co do znajomości niektórych osób z kręgu Maleo. W takich momentach, gdyby rozmowa odbywała się na żywo, na pewno zapytałabym w jakim celu wspomina o nich przy okazji danego wątku, ale w czasie lektury, niestety nie miałam takiej możliwości.

Życie Maleo jest świetnym materiałem na fabułę. Wątpię, żeby spodziewał się tak bogatej w akcję historii. Zdecydowanie warto zapoznać się z nią, żeby zostać obdarzonym pozytywną energią i uwierzyć w realizację marzeń.


Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 
 

wtorek, 27 września 2016

#15 27 pięter - Bradley Somer

Tytuł: 27 pięter
Autor:Bradley Somer
Gatunek: literatura współczesna
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka









Na dzielnicy Roxy znajduje się wieżowiec o nazwie Sewilla. Nie wyróżnia się on niczym szczególnym spośród wielu innych budynków. Jego lokatorzy też nie są wyjątkowi – jest kobieta w ciąży, jedenastoletni chłopiec gubiący się w swoich fantazjach, administrator dbający o Sewillę, dziewczyna idąca odwiedzić swojego chłopaka.. Naprawdę nic szczególnego. Niespotykana jest za to złota rybka o imieniu Ian, którą wypełnia przemożne pragnienie wolności. W jej przypadku znaczy to tyle co skok na spotkanie z przygodą z wysokości dwudziestego siódmego piętra, zaglądając przy okazji do mijanych w czasie lotu mieszkań. Dosłownie. Czy lokatorzy Sewilli na Roxy mogą mieć coś wspólnego ze spadającą złotą rybką?

Gdy zapoznawałam się z opisem z okładki książki, zaintrygowała mnie właśnie rybka, która wyskoczyła z akwarium. Wiedziałam, że będzie zerkała w okna lokatorów. Czyli Ian będzie spadać. Nie pomyślałam tylko, że spadanie kiedyś i jakoś musi się skończyć. Pytanie: jak? W chwili, gdy uświadomiłam sobie, że warunki te nie są dla niej komfortowe i niekoniecznie umożliwiają jej przeżycie, zaczęłam być ciekawa nie tylko związku mieszkańców budynku z rybką, ale też finału sytuacji, w której znalazło się stworzenie jeszcze niedawno należące do lokatora z dwudziestego siódmego piętra.

Ciekawym zabiegiem jest czas trwania akcji powieści, ponieważ dzieje się ona zaledwie w ciągu niecałej godziny. Nie można jednak narzekać na brak akcji, ponieważ przez występowanie wielu bohaterów, w książce dzieje się naprawdę dużo. Mnogości postaci towarzyszy też ich różnorodność. Na kontynuacje losów niektórych z nich niecierpliwie czekałam, przy niektórych zdarzało się, że moje myśli odpływały. W obu przypadkach nie jest to uciążliwe, ponieważ rozdziały są krótkie, co korzystnie wpływa na lekkość czytania tej pozycji. Przez tę barwność bohaterów, książka nie jest skierowana do konkretnego grona czytelników, ponieważ każdy znajdzie w niej postać, której losy będzie chętnie śledzić i wyczekiwać zakończenia jego historii.
Czymś stanowiącym problem w czasie lektury może być specyficzny humor, który nie każdemu się spodoba.. Nie jest on gorszący, ale odniosłam wrażenie, że czasem był na granicy dobrego smaku, ale tak jak napisałam wyżej, jest to cecha charakterystyczna dla konkretnych bohaterów i nie towarzyszy on czytelnikowi przez całą lekturę. Ewentualne zniesmaczone osoby szybko przez niego„przebrną”, a zagłębiając się w następną historię, szybko o wybryku autora zapomną.

„27 pięter” uważam za strzał w dziesiątkę! Nie tylko dobrze się bawiłam przy tej pozycji, ale też poznałam codzienne dylematy normalnych ludzi, jednak różniących się ode mnie. Zdecydowanie jest to lektura godna polecenia na zbliżające się długie, chłodne wieczory. Niejednokrotnie można się przy niej uśmiechnąć, ale też zastanowić nad ludzkimi dylematami i niebanalnymi spostrzeżeniami ukrytymi w małej, rybiej główce. 


Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję portalowi lubimyczytac.pl 
 

wtorek, 20 września 2016

100 książek, które muszę przeczytać [część I]

Hej, cześć!
Stosunkowo niedawno na booktubie był wysyp wielkich konfrontacji, czyli sprawdzania, w jakim stopniu poszczególnym booktuberom udało się sprostać liście stu książek, które rok wcześniej mieli w planach przeczytać. Sama też miałam taką listę, jednak przez nadmiar pozycji, z którymi chciałam i nadal chcę się zapoznać, książki przeczytane zastępowałam kolejnymi, przez co moja lista w ogóle nie robiła się krótsza. W czerwcu powiedziałam sobie "dosyć tego!". Zaktualizowałam listę, wydrukowałam ją i już niczego w niej nie zmieniam. Oczywiście nie jest to mój plan czytelniczy, którego sztywno się trzymam, jednak kilka pozycji udało mi się już z niej wykreślić :)
Zapraszam do zapoznania się z pierwszą połową mojej listy stu książek, które koniecznie muszę przeczytać!


Na mojej oficjalnej, "niezmienialnej" liście nie panuje żadne kryterium, przez co książki są mocno nieuporządkowane. Tu starałam się je jakoś sensownie ułożyć. Nie sądziłam, że będzie to aż tak skomplikowane..


 BIOGRAFIE i historie zainspirowane życiem

1. James Fray - „Milion małych kawałków"
2. Myra Friedman - „Janis Joplin. Żywcem pogrzebana"
3. Mark Blake - „Prędzej świnie zaczną latać"
4. Arnhild Lauveng - „Niepotrzebna jak róża" [jest to jedna z pozycji, którą już przeczytałam. Możecie o niej przeczytać tutaj]



NOWE UNIWERSA , czyli Glukhovsky i Pratchett

 Czy jest ktoś, kto jeszcze nie słyszał o Uniwersum Metro 2033? Seria napisana przez Glukhovsky’ego stała się takim fenomenem, że jej fani sami zaczęli tworzyć swoje historie, dziejące się właśnie w świecie wykreowanym przez autora trylogii. Sama przeczytałam dopiero pierwszą jej część, czyli "Metro 2033", ale niecierpliwie czekam, aż w bibliotece trafię na kolejne części!

 
  5. Dmitry Glukhovsky - „Metro 2034"
6. Zbiorowe - „Szepty zgładzonych"
7. Zbiorowe - „W blasku ognia"
8. Dmitry Glukhovsky - „Futu.re"

Swoje światy stworzył także Terry Pratchett, które zostały opisane w cyklach „Długa Ziemia" oraz „Świat dysku", z którego autor jest najbardziej znany.  Do przeczytania ich również motywują mnie ich spojrzenia z mojej półki.. ;)


9. Terry Pratchett - „Kolor magii"
10. Terry Pratchett i Stephen Baxter - „Długa Ziemia"
11. Terry Pratchett i Stephen Baxter - „Długa wojna" 



A skoro już jesteśmy przy stworzonych światach, to czas na..
...NADROBIENIE DZIECIŃSTWA, czyli twórczość C. S. Lewisa

 
 12.  Clive Staples Lewis - „Opowieści z Narnii - Lew, czarownica i stara szafa"
13. Clive Staples Lewis - „Opowieści z Narnii - Książę Kaspian"
14. Clive Staples Lewis - „Opowieści z Narnii - Podróż Wędrowca do Świtu"
15. Clive Staples Lewis - „Opowieści z Narnii - Srebrne krzesło"
16. Clive Staples Lewis - „Opowieści z Narnii - Koń i jego chłopiec"
17. Clive Staples Lewis - „Opowieści z Narnii - Siostrzeniec czarodzieja"
18. Clive Staples Lewis - „Opowieści z Narnii - Ostatnia bitwa"
oraz pozycja dla starszych 
19. Clive Staples Lewis - „Trylogia kosmiczna" 



... oraz NADROBIENIE CZASÓW SZKOLNYCH,
 czyli Saga o Wiedźminie" Andrzeja Sapkowskiego 

Dwa tomy opowiadań mam już za sobą, więc pozostały mi do przeczytania...


 20. Andrzej Sapkowski - „Krew elfów"
21. Andrzej Sapkowski - „Czas pogardy"
22. Andrzej Sapkowski - „Chrzest ognia"
23. Andrzej Sapkowski - „Wieża Jaskółki"
24. Andrzej Sapkowski - „Pani Jeziora"
25. Andrzej Sapkowski - „Sezon burz"


 
KRÓL HORRORU, czyli Stephen King


26. Stephen King - „Serca Atlandydów"
27. Stephen King - „Christine"
28. Stephen King - „Miasteczko Salem"
29. Stephen King - „Pan Mercedes"
30. Stephen King - „Znalezione nie kradzione"
31. Stephen King - „Dallas '63"
32. Stephen King - „Basion"



ZAPLĄTANIA W ŻYCIU, czyli Agnieszka Osiecka

Przyznam szczerze, że nie jestem jakoś bardzo zapoznana z twórczością Agnieszki Osieckiej, jednak uwielbiam czytać o jej życiu - jej listy, biografie.. Z tego też powodu na liście znajdują się jej dzienniki.. oraz biografia.


33. Agnieszka Osiecka - „Dzienniki 1945 - 1950"
34. Agnieszka Osiecka - „Dzienniki 1951"
35. Agnieszka Osiecka - „Dzienniki 1952"
36. Piotr Derlatka - „Zdradziecka Agnieszka Osiecka"



WIARA


37. Szymon Hołownia i Marcin Prokop - „Bóg, kasa i rock'n'roll"
38. Szymon Hołownia - „Święci codziennego użytku"
39. Stanisław Biel SJ - „Aniołowie"
   


PSYCHOLOGIA



40. Philip G. Zimbardo i Nikita S. Coulombe - „Gdzie ci mężczyźni?"
41. Philip G. Zimbardo - „Nieśmiałość"
42. Volker Kitz i Manuel Tusch - „Co pije krowa?"
43. Aldous Huxley - „Drzwi percepcji"
44. John M. Oldham i Lois B. Morris - „Twój psychologiczny autoportret"



MAGICZNE


 45. Erin Morgrnstern - „Cyrk nocy"
46. Jonathan Carroll - „Zakochany duch"
47. Jonathan Carroll - „Białe jabłka"
48. Jonathan Carroll - „Szklana zupa"



Niedługo na blogu pojawi się następna pięćdziesiątka.
Czytaliście którąś z powyższych pozycji? :)
 

wtorek, 13 września 2016

#14 Neponset - Agnieszka Osiecka




Tytuł: Neponset
Autor: Agnieszka Osiecka
Gatunek: literatura współczesna
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka












"Neponset" Agnieszki Osieckiej jest preludium do "Białej bluzki", jednego z bardziej znanych jej utworów. To pamiętnik obejmujący wydarzenia dziejące się w ciągu dwóch miesięcy, pisany przez dziewczynę, która postanawia zostać żebraczką. O tym zamiarze dowiadujemy się już w pierwszym zdaniu. I to w sumie jedyny znany nam przez dłuższy czas fakt o bohaterce (o ile wcześniej nie przeczytamy opisu z okładki książki). Dziewczyna przez długi czas jest dla nas osobą bezimienną. Tułacze się po mieście nazywanym przez nią "C.", często wybiera się na spacer nad tytułową rzekę – Neponset. Tak naprawdę, tyle informacji o fabule wystarczy osobie, która chce skusić się na lekturę tej książki. Dlaczego? 

Czytelniku, potraktuj tę powieść jak zawieranie znajomości. Gdy chcesz poznać jakąś osobę, musisz czekać, aż sama się przed Tobą otworzy, żeby zbyt mocno nie ingerować w jej "bezpieczną przestrzeń", żeby jej nie spłoszyć. W przypadku poznawania bohaterki "Neponsetu", również wskazana jest cierpliwość, ponieważ trafiamy w dosyć trudny dla niej etap życia. Chociaż jesteśmy zaproszeni do towarzyszenia jej przez dwa miesiące - to jednak zaglądamy w pamiętnik pisany przez główną bohaterkę, więc i tak w jakiś sposób wdzieramy się w jej codzienność. Żebraczka jednak przyjmuje nas ze spokojem, uprzejmie zabiera na spacery, dzieli się wyjątkowymi spostrzeżeniami na temat mijanych ludzi.

Czytając "Neponset", byłam pod wrażeniem pomysłu Agnieszki Osieckiej na wykreowanie głównej bohaterki powieści. Jest ona jednostką oryginalną, na pewno nie schematyczną. Było dla mnie fikcją spotkanie na ulicy osoby, której pamiętnik czytałam. Przy ostatnich stronach książki przekonałam się, że dziewczyna wcale nie została wymyślona, bo tak naprawdę.. poznajemy samą Agnieszkę Osiecką. Autorka przerzuca na żebraczkę swoje emocje, poszukiwania z konkretnego etapu swojego życia. 

Przed lekturą „Neponsetu” nie trzeba znać biografii Osieckiej, aby dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodzi. W książce poza pamiętnikiem żebraczki znajduje się również fragment rozmowy dziennikarki - Karoliny Felberg-Sendeckiej z koleżanką Osieckiej - Magdą Czapińską oraz krótka biografia poetki. Nie są to elementy zamieszczone "na doczepkę", oderwane od treści "Neponsetu". Temat każdej części nawiązuje do wspomnianego przeze mnie wyżej konkretnego wydarzenia z życia Osieckiej. Zachęcam do dowiedzenia się, o co żebrze autorka oraz do zadania sobie pytania – o co żebrze każdy z nas?


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Lubimy czytać.

środa, 7 września 2016

25 książkowych faktów o mnie

Oglądając dzisiaj BookTuba zawędrowałam w sferę "książkowych faktów", co zmotywowało mnie do uświadomienia sobie książkowej prawdy o sobie - mniej lub bardziej dziwnej. Zapraszam do czytania :) 




1. Kontakt z książkami mam odkąd pamiętam, ale moja prawdziwa przygoda z nimi rozpoczęła się od cyklu „Molly Moon” Georgii Byng.

2. Już w podstawówce zaczęłam czytać horrory – wtedy zaczytywałam się w serii „Szkoła przy cmentarzu” Toma B. Stone'a, a w gimnazjum sięgnęłam po „Cujo” Stephena Kinga, czym rozpoczęłam swoją przygodę z mistrzem horroru, 
która trwa do dziś.

3. Chociaż z książkami znam się od zawsze, to w nałogowe czytanie wkręciłam się dopiero w 2015 roku.

4. Moją ulubioną lekturą szkolną jest „Granica” Zofii Nałkowskiej..

5. … chociaż jest wiele lektur licealnych, których nie przeczytałam, bo wolałam w tym czasie zajać się innymi książkami.

6. Z tej książkowej miłości właśnie w liceum (konkretnie na początku roku szkolnego) zdarzyło mi się wymienić w antykwariacie jeden z potrzebnych mi podręczników na „Pamiętnik narkomanki” Barbary Rosiek.

7. Mam problem z niszczeniem książek – nie potrafię po nich pisać nawet ołówkiem, nie zaginam rogów, reaguję alergicznie na połamane grzbiety, ale...

8. ...zdarza mi się kupować książki używane, właśnie nieco podniszczone, i uważać stopień ich zużycia za atut, „bo książki wtedy mają swój klimat”. Jednak obejmuje to tylko grzbiety i podniszczone okładki.

9. Bardzo często czytam idąc. Raz w czasie takiego spaceru mój egzemplarz „Przewieszenia” miał bliskie spotkanie z chodnikiem, co skończyło się wgniecionym grzbietem. Cóż.. jak widać, moje chęci związane z dbaniem o książki czasem nie kończą się powodzeniem.

10. Czytam „w warunkach ryzykownych dla książki” - na przykład w wannie, 
przy jedzeniu lub piciu.

11. Często kupuję interesujące mnie nowości wydawnicze zaraz po premierze, jednak rzadko czytam je od razu po otrzymaniu ich. Przez to, niestety, potrafią one leżeć nieruszone bardzo długo na mojej półce. 
Często jest to spowodowane tym, że..

12. .. nie lubię czytać książek, które w danej chwili są popularne. Zazwyczaj sięgam po nie, gdy przestaje być o nich głośno, bo mimo wszystko, chcę mieć
 o nich własną opinię.

13. Nie lubię przerywać lektury w przypadkowym miejscu - zawsze
 dochodzę do końca rozdziału.

14. Rzadko zdarza się, że mam rozpoczętą tylko jedną książkę.

15. Korzystam z bibliotek – obecnie mam założone konta w czterech.

16. Gdy czytam książkę wypożyczoną z biblioteki, to zdejmuję z niej okładkę, bo mam wrażenie, że jest ona brudna od stania przez długi czas na półce i czuję 
kurz na dłoniach.

17. Jeżeli spodobała mi się pożyczona książka, to kupuję ją, choćbym miała już nigdy więcej po nią nie sięgnąć. 

18. Mam kilka zakładek do książek, jednak potrafię książkę założyć tym, co akurat mam pod ręką. Zależnie od warunków, może to być zarówno bilet autobusowy,
 jak i telefon komórkowy.

19. Do zaznaczania fragmentów książek używam kolorowych znaczników.

20. Chętnie pożyczam książki innym, chociaż boję się, że już ich nie odzyskam.

21. Jeżeli książka bardzo mi się podoba, to odwlekam skończenie jej, bo chcę dalej trwać w danej historii.

22. Do tej pory przeczytałam tylko dwa ebooki i przesłuchałam pół audiobooka.

23. Okładki mają dla mnie znaczenie, chociaż nie jestem typową sroką okładkową i nie kupuję książek tylko ze względu na ładną szatę graficzną.

24. Gdy widzę, że ktoś czyta (na korytarzu, w autobusie, gdziekolwiek), to zawsze patrzę na tytuł jego książki.

25. W moim łóżku lub jego okolicy zawsze znajduje się co najmniej jedna książka.

25. Chętnie jeżdżę na Targi Książki – dwukrotnie byłam na warszawskich,
 a w październiku wybieram się do Krakowa.



A co Wy powiecie o sobie i Waszych książkowych zwyczajach? :)

piątek, 2 września 2016

#13 Dziewczyna z pomarańczami - Jostein Gaarder



Tytuł: Dziewczyna z pomarańczami
Autor: Jostein Gaarder
Gatunek: Literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Czarna Owca














Gdy byłam mała, bardzo lubiłam słuchać historii moich rodziców z ich młodości - co robili, gdzie chodzili, co ich interesowało. Z taką opowieścią z życia swojego ojca - Jana Olava, zapoznaje się też 15-letni Georg Roed. Istotnym faktem jest to, że tata chłopca od kilkunastu lat nie żyje. Na szczęście Jan Olav był mądrym człowiekiem, który nie tylko chce opowiedzieć synowi najważniejszą historię swojego życia, ale też zadać mu ważne i trudne pytanie.

„Dziewczyna z Pomarańczami" jest o tym, nad czym rzadko się zatrzymujemy, o czym nie myślimy na co dzień. Zachęca do refleksji nad pytaniami, których normalnie byśmy sobie nie zadali, a które są podstawą do akceptacji siebie, swojego życia oraz trudności pojawiających się w nim. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest powieścią o problemach i instrukcją, jak sobie z nimi radzić. Czytając „Dziewczynę z Pomarańczami" czułam się jak dzieciak, który słucha o czymś najbardziej pasjonującym na świecie, poznający jakąś wielką tajemnicę. O dziwo, Jan Olav mówi po prostu o sobie i tytułowej dziewczynie z pomarańczami.

Książka jest napisana prostym językiem - w końcu "list" skierowany jest do dziecka, więc nie ma mowy o wydumanym słownictwie. Jest to monolog ojca do syna, chociaż miejscami nazwałabym go rozmową, ponieważ Jan Olav kieruje do Geogra pytania. Chłopiec czasami odrywa się od listu, zastanawia, przez co czytelnik jest na bieżąco z jego myślami i odczuciami wzbudzanymi przez taką formę kontaktu z ojcem.

„Dziewczyna z Pomarańczami" nie jest długą lekturą - można ją przeczytać w klika godzin. Warto zaryzykować i "stracić" czas właśnie z tą pozycją. Jeżeli nie dla poznania tych pytań i zadania ich również sobie, to dla zapoznania się z opowieściami Jana Olava, które przez swoją prostotę i codzienność pozwalają na dostrzeganie przyjemnych szczegółów w każdym dniu.

piątek, 19 sierpnia 2016

#12 Światło, którego nie widać - Anthony Doerr

 
Tytuł: Światło, którego nie widać
Autor: Anthony Doerr
Gatunek: Literatura współczesna
Wydawnictwo: Czarna Owca








Do „Światła, którego nie widać" byłam nastawiona bardzo pozytywnie. Gdy był na tę książkę bum, nie spotkałam się z żadną negatywną opinią, ponadto Anthony Doerr dostał za nią Pulitzera, więc nie mogła być zła. Zachęcona tą całą otoczką, sięgnęłam po nią i ja. I tak tkwiłam z nią (bądź "w niej") przez osiem miesięcy.

Fabuła kręci się wokół dwojga dzieci - Francuzki Marie-Laure, która traci wzrok oraz mieszkającego w sierocińcu razem z siostrą Niemca - Wernera. Bohaterowie już przez sam fakt swojej sytuacji życiowej nie mają łatwego i przeciętnego dzieciństwa, jednak nadchodząca, a później panująca już wojna, niemal całkowicie im je odbiera. Dzieci muszą odnaleźć się w zupełnie nowym miejscu czy nawet w zupełnie nowej dla siebie roli.

Zacznę od formy, w jaki została napisana książka. Bardzo mnie zdziwiło, że gdy wróciłam do książki po przerwie trwającej kilka miesięcy, sporo postaci pamiętałam (a z kojarzeniem bohaterów zdarza mi się mieć problemy..), a nawet wiedziałam, jaką rolę odgrywają w fabule. Jest to duży plus, ponieważ oznacza, że w historii nie ma postaci pojawiających się przypadkiem. Stanowi to istotny szczegół, ponieważ sama akcja książki jest mocno pomieszana. „Światło, którego nie widać" podzielone jest na trzynaście rozdziałów, które nie są uporządkowane chronologicznie. Autor w co drugim rozdziale opisuje wydarzenia z roku 1944, przeplatając je akcją z lat wcześniejszych. Ponadto podrozdziały również są zmiksowane - naprzemiennie dotyczą Wernera i Marie-Laure, a czasem też wątków innych bohaterów. Przez to, że podrozdziały mają raptem po kilka stron, nie mogłam wsiąknąć w akcję, bo zanim zdążyłam to zrobić, autor zabierał mnie dosłownie na chwilę do świata drugiego bohatera. Nie pozwalał mi to skupić się na tym, co się dzieje, co mocno mnie męczyło i zniechęcało do dalszego czytania.

Ok, a czy jest coś, co podobało mi się w tej książce? Otóż tak. Pokłon dla Anthonego Doerra za to, że w tych krótkich chwilach obcowania z bohaterami można było poczuć ich sytuacje, emocje. Przykładowo, gdy poznajemy świat z perspektywy niewidomej Marie-Laure, to rzeczywiście nie doświadczymy go wzrokiem, jednak doskonale jest on wyrażony percepcją innych zmysłów.
Paradoksalnie, za plus uważam też brak chronologii, jednak doceniłabym ten fakt bardziej, gdybym przed lekturą „Światła, którego nie widać" spotkała się z zaleceniem zwracania uwagi na daty widniejących przy poszczególnych rozdziałach. Myślę, że wtedy nie czułabym się wtedy aż tak zagubiona w akcji i chociaż starałabym się zapamiętać, na czym tak właściwie skończył się dany rozdział, a nie szukała związku między nim a serwowanym za chwilę skokiem w inny okres wydarzeń.

Wiem, że za jakiś czas będę chciała wrócić do tej książki, bo już wiem, na co zwrócić uwagę w czasie jej lektury. Wydaje mi się, że teraz nie przyjęłam wszystkiego, co Anthony Doerr chciał mi w przez nią pokazać.

wtorek, 2 sierpnia 2016

#11 Dygot - Jakub Małecki



Tytuł: Dygot
Autor: Jakub Małecki
Gatunek: ...nieokreślony
Wydawnictwo: Sine Qua Non








Nie chcę pisać dużo o fabule, ponieważ uważam, że w przypadku tej powieści, lepiej jest wiedzieć mniej i samodzielnie odkrywać, co znajduje się na kolejnych jej stronach. Za tym idzie też omijanie opisu znajdującego się na jej okładce, ponieważ w moim odczuciu, jest on spoilerem. Uważam, że jedyne, co czytelnik powinien wiedzieć o treści „Dygotu" przed przeczytaniem go, to to, że będzie mieć do czynienia z dwoma rodzinami - Janem i Ireną Łabędowicz oraz Bronkiem i Helą Gelda, które mają ze sobą jeden wspólny element - ich dzieci zostają w pewien celowy, "magiczny" sposób naznaczone.

„Dygotu" nie da się zakwalifikować do jednego gatunku - zalicza się od od realizmu magicznego, przez kryminał, gdzieś pojawia się wątek miłosny, a kończymy na obyczajówce. No, może niekoniecznie w takiej kolejności. Jest to pozycja, którą w pewnym stopniu można porównać do „Krainy Chichów" Jonathana Carrolla, czyli po której trzeba spodziewać się wszystkiego. 

Akcja dzieje się przez 60 lat, przez co obejmuje też kilka pokoleń (dokładnie pojawią się postaci z trzech). Chociaż losy bohaterów nie są bardzo szczegółowo opisywane, a historia ich bardziej przypomina streszczenie zawierające najważniejsze wątki, to czytelnik nie cierpi na niedomiar informacji - przynajmniej ja nie odczuwałam potrzeby posiadania obszerniejszej wiedzy niż ta, która została mi podana. 

Po kilku pierwszych rozdziałach, przestraszyłam się zabiegu mieszania perspektyw - są w nich naprzemiennie opisane losy dwóch rodzin. [Obawiałam się go, ponieważ z tego samego powodu od stycznia "czytam" „Światło, którego nie widać". Tu dygresja: kto czytał „Światło, którego nie widać", ten wie, że tam rozdziały są bardzo krótkie, opisują zazwyczaj dosłownie chwilę, po czym przenoszą się w rzeczywistość innego bohatera.] W „Dygocie" rozdziały są o wiele dłuższe, traktują o nieco dłuższym okresie akcji, więc czytelnik ma szansę wkręcić się w fabułę, poprzeżywać kilka wydarzeń, po czym gdy już czuje, że zdobył sporo informacji, leci do następnego rozdziału, aby przekonać się, co słychać u drugiej rodziny.

„Dygot" zdecydowanie nie jest pozycją przereklamowaną. Jakub Małecki miał oryginalny pomysł, który przedstawił w bardzo dobry sposób. Zgodzę się jednak z krążącymi opiniami, że fabuła tej książki byłaby dobrym materiałem na dwa tomy. Powodem tego jest zbyt długie oczekiwanie na rozwiązanie tajemnicy, która pojawia się mniej więcej w połowie powieści, a na którą odpowiedź nie jest jakoś wybitnie trudna. Taki zabieg "przetrzymania" czytelnika w tym przypadku był jednak sposobem na połączenie wątków pokoleniowych, ponieważ w zagadkę zaangażowany jest wnuk bohaterów, z którymi mamy styczność na samym początku historii. Wydaje mi się, że w inny sposób autor nie dałby rady "ujednolicić" fabuły - chyba że rzeczywiście zdecydowałby się na zrobienie z „Dygotu" serii, zajmując się na przykład jednym pokoleniem na tom. 


Jakie są Wasze odczucia po lekturze „Dygotu"?