Tytuł: Kelner
Autor: Przemysław Garczyński
Gatunek: kryminał, sensacja
Wydawnictwo: Novae Res
„Porzućcie wszelką nadzieję,
wy, którzy tu wchodzicie”. Niestety ten cytat znajdujący się na jednym z poznańskich murów okazuje się być dla kogoś proroczy, ponieważ zostaje przy nim odnalezione ciało młodego mężczyzny. Jego
twarz została oblana kwasem solnym, więc jedynym wyróżniającym go elementem
jest jego ubiór - dres kibica Legii Warszawa. Czy przyczyną śmierci mężczyzny była tylko różnica w wynikająca
z kibicowania wrogiemu klubowi? I co wspólnego z tą zbrodnią ma tytułowy pracownik
restauracji?
„Kelner” jest debiutancką powieścią człowieka dobrze
obeznanego w świecie literatury – Przemysława Garczyńskiego, być może bardziej
znanego jako recenzent założonego przez siebie serwisu 3telnik.pl . Po książce
zdecydowanie widać, że autor wie, czym przyciągnąć czytelnika, jak go
zainteresować i skutecznie przykuć go do czytania ;)
Ja – czytelniczka z odwiecznym problemem „gubię się, gdy jest
wielu bohaterów”, tutaj tego nie odczuwałam. Autor posłużył się trafnymi
metodami, czy to słowem-klucz, czy też
porównaniami, które pozwalały mi na formułowanie poprawnych skojarzeń,
związanych nawet z właściwymi postaciami! Ponadto Przemysław Garczyński
udowodnił, że nie trzeba opisywać każdego centymetra wyglądu bohatera lub
dokonywać jego głębokiej analizy psychologicznej, żeby nie wydawał się on
nijaki. Dostałam potrzebne mim informacje, więc czytając „Kelnera” czułam się,
jakbym po prostu obserwowała ludzi, a do tego nie potrzebuję za dużo o nich
wiedzieć. Przecież w akcji byłam z nimi tu i teraz!
W fabule nie dało się zgubić, ale nie oznacza to, że finał
był przewidywalny (tego zdecydowanie nie mogę powiedzieć, bo każdy mój argument
został obalony!). Przemysław Garczyński logicznie wprowadza czytelnika w
śledztwo, nie wyciągając nagle śladów z rękawa. Czytelnik razem z policjantami
przeżywa zarówno wzloty oraz upadki śledztwa i chociaż książka jest krótka, to
nic nie jest dla śledczych proste!
Podobało mi się tempo prowadzenia akcji, bo nie było ani za
bardzo rozwleczone przez nadmiar podawanych przez debiutującego autora
szczegółów bądź inny brak pomysłu na przedłużenie książki, ani nie przebiegała
za szybko, ponieważ przykładowo autor nie miał pomysłu jak doprowadzić do
pewnego wydarzenia, więc po prostu wprowadza je do fabuły. Piszę o tych dwóch skrajnościach,
ponieważ wydaje mi się, że są one częstym błędem w debiutanckich powieściach, a
w czasie lektury „Kelnera” żadnej z nich nie doświadczyłam. Widać, że
Przemysław Garczyński na co dzień obcuje z literaturą i wyciąga z niej to co
dobre dla czytelnika.
Byłam w kropce, gdy spróbowałam ocenić „Kelnera” na skali
1-5. Na pewno zasłużył na mocne 4, ale po chwili zastanowienia stwierdziłam, że
w sumie to nie mam się do czego przyczepić (ok, poza weekendem 13-14 czerwca,
który moim zdaniem nie mógłby tak wyglądać, oraz brakiem konsekwencji, gdy
jedna z postaci nie była w stanie samodzielnie udać się na obciążające
psychicznie spotkanie, ale zdołała z niego o własnych siłach wrócić. Jestem w
stanie wytłumaczyć to mechanizmami
obronnymi). Nie znam się na pracy policjanta, więc tego na pewno negatywnie nie
skomentuję, nawet jeżeli nie została opisana w realny sposób. Nie wiem, nie
zauważyłam.
Ostatecznie oceniłam „Kelnera” na 4,5. Ocenę 5 pozostawię na
przyszłe książki Przemysława Garczyńskiego, których zdecydowanie będę
wyczekiwać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz